Forum OSKKO - wątek

TEMAT: oświatowy przegląd prasy
strony: [ 1 ][ 2 ][ 3 ][ 4 ][ 5 ] - - [ 237 ][ 238 ]
AnJa17-07-2006 08:40:16   [#151]
w kwestii matur - ja rozumiem, że Pan Minister może różne rzeczy mówić, bo On polityk i znac się a na mówieniu i rządzeniu

ale jesśli gada coś takiego Pan Legutko to mi sie już nie podoba: rzecz w tym, że matura na poziomoe rozszerzonym z b. wielu przedmiotów (np. matematyki) to nie jest matura pogłebiona (trudniejsza) tylko  dokładnie jak w nazwie - poszerzona o treści , które nie występuja na poziomie podstawowym

z kolei z polskiego czy historii sprawdza w dużym procencie zupełnie inne umiejętnosci

chyba, że Pan Legutko wie co robi, i arkusz rozszerzony zostanie zupełnie przebudowany i znajdą  sie w nim zadania z dotychczasowych obu (czy 3) arkuszy)
Majka17-07-2006 08:49:11   [#152]
Wiemy, że nic nie wiemy - to zaczyna być jedynym stałym elementem oświatowej gry :(

Od września rzucimy się z radością do ćwiczenia nowych arkuszy ;)
Jeśli zostaną opracowane.
beera17-07-2006 09:04:05   [#153]

no wlasnie- się też zdziwilam, co zrobią z tresciami podstawowymi- czyli jak je włączą w arkusze rozszerzone, co oznacza i tak pracę egzaminatorów...

Ale mam tu nowe:

( i powiem szczerze z częścią tez się zgadzam- choć sposób wprowadzenia zmiany jest chory)

Będzie amnestia za oblaną maturę

    
 
 Wojciech Szacki, Renata Czeladko, Kalina Celińska, Zielona Góra, wa, Lublin 17-07-2006, ostatnia aktualizacja 16-07-2006 20:03

- Decyzje już zapadły. Krytykę biorę na siebie - powiedział wczoraj minister edukacji Roman Giertych

We wtorek, a najpóźniej środę rozporządzenie będzie gotowe - mówi "Gazecie" Giertych. A więc mimo krytyki ze wszystkich stron będzie amnestia dla ponad 40 tys. maturzystów, którzy oblali egzamin dojrzałości przez jeden przedmiot, a osiągnęli średnią powyżej 30 proc.

Odbiorą świadectwa na przełomie sierpnia i września i zdążą na wrześniową rekrutację na wyższe uczelnie. O planach MEN napisała w sobotę "Gazeta", a minister opowiedział o nich na konferencji w Zielonej Górze.

Tłumaczył, że chce na stałe poluzować zasady zdawania matur, bo to jedyna droga do wprowadzenia obowiązkowej matury z matematyki. - Młodzież ma duże problemy ze zdawaniem matematyki. Wprowadzając obowiązkową matematykę, nie możemy doprowadzić do sytuacji, że połowa maturzystów lub większość nie zda matury - tłumaczył Giertych. Matematyka ma być na maturze znów obowiązkowa w 2009 lub 2010 r.

Wczoraj na Giertycha spadła fala krytyki. U Moniki Olejnik w Radiu Zet uszczypnęli go politycy PiS: Elżbieta Jakubiak z Kancelarii Prezydenta i europoseł Michał Kamiński. Jakubiak: - Takie skracanie drogi jest niebezpieczne. Jakość edukacji się nie poprawi.

Kamiński: - Wicepremier zrobił to z powodów PR-owskich, a przy tym trochę się zapędził, bo to zmiana reguł w trakcie gry. Tak poważne decyzje muszą być przedmiotem ustaleń koalicyjnych, a myśmy w PiS byli zaskoczeni. Nie tragizowałbym jednak, bo Giertych nie zrobił nic strasznego.

Od polityka PiS usłyszeliśmy, że sprawą zainteresował się premier Jarosław Kaczyński i że dojdzie zapewne do spotkania Kaczyński - Giertych.

Giertych - nie wycofam się

- Nie wycofam się. Są ustalenia koalicyjne, ale są też kompetencje konstytucyjne i ja z nich na pewno skorzystam. Rozporządzenie było konsultowane z wiceministrem Kłosowskim z PiS, a z panem Kamińskim nie mam obowiązku niczego konsultować - powiedział "Gazecie" Giertych.

Giertycha - też w Radiu Zet - mocno zaatakowała opozycja.

Waldemar Pawlak (PSL): - To bardzo szkodliwa decyzja. Daje sygnał tym, którzy zdali dobrze, że są frajerami. Po co się uczyć, skoro i tak się zda?

Wojciech Olejniczak (SLD): - To demoralizacja młodzieży.

Jan Rokita (PO): - To przejaw mentalności takiej, że jak się doszło do władzy, to można wszystko. Kim jest człowiek, który wyobraża sobie, że jak zasiadł za jakimś biurkiem i ma służbowy samochód, to może w związku z tym powiedzieć, że ci co nie zdali matury jednak ją zdali? To szaleństwo władzy.

Słowa Rokity zacytowaliśmy Giertychowi. - Zapraszam Rokitę na spotkanie z maturzystami, którzy nie zdali. Czyż nie jest szaleństwem, że ktoś nie zdaje matury, bo oblał jeden egzamin, choć ma średnią z pięciu przedmiotów 80 proc., a zdaje ten, kto ma 32 proc.? To Rokita jest wariatem, a ja łagodzę skutki szaleństwa rządu, którego posłem był Rokita, i który wprowadził nową maturę - odparł szef LPR.

Giertycha wsparł wicepremier Andrzej Lepper. - Duży odsetek młodych ludzi nie przeszedł egzaminu dojrzałości. Jeżeli ta decyzja ma im pomóc w starcie życiowym, to uważam, że jest dobra - powiedział w Lublinie Lepper. Pytany, czy Giertych nie chce zapunktować przed wyborami samorządowymi, odpowiedział: - Każdy z nas zbiera wyborcze punkty.

Rektorzy przeciw

Przeciw amnestii dla maturzystów jest prof. Tadeusz Luty, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, rektor Politechniki Wrocławskiej. - Rektorzy spotkają się we wtorek z prezydentem Lechem Kaczyńskim i poproszą go, żeby nie dopuścił do wydania tego rozporządzenia. Mam nadzieję, że nie pojawi się ani w tym roku, ani w następnym. Inaczej byłoby to psucie pięknej tradycji matur. Trzeba szukać przyczyn słabego wyniku, a nie łatać skutki - mówi "Gazecie" Luty.

Regina Lewkowicz, dyrektor XIV LO im. Staszica w Warszawie, jednej z najlepszych szkół w Polsce (maturę zdali wszyscy): - Takie rozporządzenie podziała demotywująco na młodzież. Trzeba raczej zastanowić się nad tym, że nie wszyscy uczniowie muszą zdawać maturę. W technikach powinni do niej podchodzić ci, którzy chcą. Wyniki byłyby wtedy lepsze.

Żeby nie wyjechali

Giertych w rozmowie z "Gazetą" pomysłu broni: - Poza systemem zawsze trzeba widzieć człowieka. W tej chwili pierwsze roczniki płacą karę za to, że są pierwszymi rocznikami. Nie zawsze wina leży po ich stronie. Nie chcę, żeby kilkadziesiąt tysięcy ludzi przez rok nie miało się gdzie podziać. Część z nich na pewno by wyjechała za granicę, niektórzy pewnie na stałe.


Jaka będzie przyszłość amnestionowanych? Czy uczelnie ich przyjmą?

- Każdy rektor sam podejmie decyzję zgodnie z uchwałą uczelni o rekrutacji. W tych uchwałach już nie można dokonywać zmian. Ale jeśli nawet tacy kandydaci dostaną się na uczelnie, to co z tego, jeśli ich wiedza jest niedostateczna - mówi prof. Luty.

Zola17-07-2006 09:27:07   [#154]
w naszej  regionalnej gazecie w głosach od czytelników ukazał się list maturzystki, która pisze, że nie życzy sobie, żeby dziennikarze wycierali sobie gęby technikami i na nie zwalali złe wyniki matur, napisała, że w technikach uczniowie mają czasami 30 przedmiotów a w liceach 12 (no czasami więcej) i że tak na prawdę to w technikach przedmioty ogólnokształcące a więc maturalne sa traktowane po macoszemu
i jakaś racja w tym jest
Gaba17-07-2006 09:27:24   [#155]
I to zrobią, bez pana "chcę lub nie nie chcę" - tu władza ministra nic nie da.
beera17-07-2006 18:09:37   [#156]

ciekawa rozmowa w TYGODNIKU POWSZECHNYM

Szkolna pułapka
Co my wiemy o polskiej szkole – komentarz do wyników matury 2006
Z prof. Janem Jerschiną, socjologiem, rozmawia Anna Mateja.
 
 
ANNA MATEJA: – Niezależnie od projektu „maturalnej amnestii” ministra Giertycha: czy kierując się pierwszymi wynikami można powiedzieć, że tylko 21 proc. maturzystów nie zdało?

JAN JERSCHINA: – Można, bo przez maturę, jak przez każdy egzamin, ktoś zawsze nie przejdzie – przede wszystkim ci najsłabsi, którzy nie radzą sobie z wymogami. Gdyby ich było 5-10 proc., nie byłoby najgorzej. My mamy znacząco więcej, ale maturę zdawała przecież nie tylko młodzież z liceów ogólnokształcących, także absolwenci techników i liceów profilowanych (szkół średnich z zawodowym kierunkiem nauczania). Są szkoły, w których nawet 30-35 proc. przystępujących do matury nie otrzymało świadectwa!


 Jeśli chcemy lepszych wyników, zlikwidujmy szkoły, które, o czym przekonaliśmy się już rok temu, do matury przygotować nie potrafią. Uczniowie, którzy zamierzają zdobyć świadectwo dojrzałości, muszą uczyć się na takim poziomie, jaki obowiązuje w liceum ogólnokształcącym.

Ale jak przesunąć ucznia zawodówki do LO?

Po trzech latach w szkole zawodowej większość szans na lepsze wyedukowanie ucznia jest już stracona, ale gdyby zainteresować się nim od razu po gimnazjum? Organizując system edukacji w taki sposób jak obecnie, wpychamy do pułapki edukacyjnej większość młodych ludzi. Dlaczego nie bolą nas takie straty? Grzebiemy talenty, inteligencję, możliwości lepszego startu w dorosłość i sprawniejszego radzenia sobie w życiu tysięcy młodych ludzi. Nie umieścimy ich wszystkich w bardzo dobrych szkołach, gdzie pracują świetnie przygotowani nauczyciele. Nie można jednak wprowadzać w błąd młodzieży i rodziców. A my przedstawiamy młodym po zakończeniu gimnazjum parę możliwości zdobycia wykształcenia, które jednak, jak się okazuje przy egzaminie dojrzałości, nie pozwalają zdać matury.

Gdyby wprowadzić jedną ścieżkę edukacyjną, na której finiszu zdawałoby się maturę, nie tracilibyśmy czasu ani chęci do nauki tych wszystkich młodych ludzi, którzy ucząc się w szkołach średnich niebędących liceami ogólnokształcącymi ograniczają sobie możliwość otrzymania świadectwa dojrzałości. Jednym z priorytetów rozpoczętej w 1999 r. reformy edukacji była likwidacja nierówności i stworzenie jeśli nie równych, to chociaż zbliżonych szans pomyślnego startu edukacyjnego. Wyniki tegorocznej matury pokazały, jak dalecy jesteśmy od realizacji tego zamierzenia. System nie tylko niewiele robi, by nierówności zlikwidować, ale tworzy kolejne.

Niewiele się czyni dla wyrównania szans młodzieży ze środowisk chłopskich i robotniczych, wiejskich i małomiasteczkowych – z szansami młodzieży inteligenckiej i z wielkich miast. Brakuje przedszkoli, bardzo zróżnicowany jest poziom nauczania w szkołach podstawowych i w gimnazjach, szwankuje system kontroli i doradztwa metodycznego dla nauczycieli, brakuje środków na intensywne dokształcanie nauczycieli pod względem merytorycznym i w zakresie metodyki nauczania, za słabe są związki systemu dokształcania nauczycieli z uniwersytetami. Jak widać, problem słabych wyników maturzystów ma korzenie w słabościach całego systemu oświatowego, a nie w sposobie egzaminowania.

Wprowadziliśmy inne struktury nauczania, ale nauczanie jest chyba ciągle takie samo. Od kilku lat poloniści mówią o potrzebie stworzenia nowych podstaw programowych, bo ta sprzed reformy zmusza do przerabiania materiału opracowanego na cztery lata w ciągu trzech. Programy wielu przedmiotów nadal są przeładowane erudycją. Co się stało z naszą reformą?

Ależ to jest tylko gadanie o reformie! Mam wrażenie, że – jak w „Lamparcie” Lampedusy – zmieniliśmy wszystko, by nie zmieniło się nic... Przyjrzyjmy się, jak wygląda dziś nauka języków obcych. Uczniom z liceów prowincjonalnych czy z mało przedsiębiorczą dyrekcją nadal musi wystarczyć te kilka godzin języka, jakie przewiduje dla nich system nauczania. A uczniowie zamożni, z możliwościami, jakie im stwarzają przede wszystkim rodzice, korzystają z dobrych kursów, lekcji prywatnych czy zagranicznych obozów językowych.

Już w ubiegłym roku wyniki matury w liceach profilowanych nie były imponujące. Nie oczekuję, by system nauczania zmieniono w taki sposób, że pozytywne efekty da się odczuć już po roku – to jest po prostu niemożliwe. Ale czy w ogóle ktokolwiek zaczął coś robić, by to zmienić? Obawiam się, że nie, więc niewykluczone, że rok w rok będziemy biadać nad kiepskimi wynikami matur w tych szkołach. Zawodówki i większość techników miały już przecież nie istnieć, ale Krystyna Łybacka, minister edukacji za rządów SLD, utrzymała je, licząc chyba na sympatię nauczycieli uczących w tych szkołach i zagrożonych utratą pracy w przypadku ich likwidacji.

Po ogłoszeniu wyników matur pojawiły się głosy o „wstydzie uczniów” i komentarze uczelnianych egzaminatorów narzekających na obniżający się poziom intelektualny kandydatów na studentów. Przecież na to, w jaki sposób przebiega nauka, wpływ mają także politycy i decydenci oświatowi...

...ale o ich zaniedbaniach i odwlekanych decyzjach mówi się jakby ciszej. Kilka lat temu wprowadzono możliwość wyboru podręczników. Dziś już się mówi o tym, by ograniczyć ofertę, a decydującym kryterium wyboru ma być niska cena. Wprowadzenie nowej matury odkładano bodaj dwa razy, nie od razu wprowadzono ją we wszystkich typach szkół, bo czas konieczny na przygotowanie do zdawania nowej matury ciągle był niewystarczający. Nie za dużo eksperymentów?

Możemy ponarzekać na rutynę nauczycieli, którzy nie chcą przygotowywać systematycznie do nowej matury od pierwszej klasy liceum, ale z drugiej strony trzeba uczciwie przypomnieć, że to, co oferuje się nauczycielom w ramach dokształcania, jest niewystarczające, że całkiem niedawno wydłużono do 10-14 lat czas pracy, po jakim nauczyciel może się ubiegać o tytuł nauczyciela dyplomowanego, że nauczycielskie zarobki są nędzne i na tyle mało atrakcyjne, że nie przyciągają do szkolnictwa najzdolniejszych. Bo absolwentów z uprawnieniami pedagogicznymi nam przecież nie brakuje. Mają strajkować, jak lekarze i pielęgniarki czy górnicy, by poważnie potraktowano problemy oświaty?

Czy w Polsce nie ma już innych sposobów, by zaczęto rozmowę na ważny temat?

Na pewno są, tyle że większość naszych polityków unika trudnych tematów i reaguje dopiero wtedy, gdy czuje nóż na gardle. Ludzie są zdesperowani, bo ich problemy są latami ignorowane. W przypadku nauczycieli nie bardzo też wiem, kto miałby te rozmowy w ich imieniu prowadzić. Bo chyba nie związki zawodowe, które bardziej myślą o interesach aparatu związkowego niż o efektywności ciągle reformowanego systemu edukacji.

Jeśli już wytykam błędy politykom, dawnym i obecnym, muszę wspomnieć, że polska oświata ciągle czeka na zasadniczą reformę, bez której szkoła nigdy nie będzie dobrze wychowywała i uczyła nowoczesnego człowieka i obywatela. W procesie wychowania i kształcenia potrzebny jest udział trzech podmiotów: nauczycieli, uczniów i rodziców. Tymczasem w większości szkół nauczyciele i administratorzy są władcami absolutnymi. Rodzice są nie tyle ich partnerami, ile raczej usiłują coś wybłagać, wytargować lub wyszarpać dla swoich dzieci. Czy ktokolwiek zastanawiał się, dlaczego w naszych szkołach nie ma pokoi na spotkania z rodzicami? Dlaczego przyjmuje się ich na korytarzach, „przysiada się” z nimi w pokojach nauczycielskich albo w ławce szkolnej? Bo system w ogóle nie przewiduje dla rodziców miejsca w przestrzeni szkoły, nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim społecznej.

Oczywiście, współpraca rodziców w wychowywaniu i kształceniu młodzieży wymagałaby od ojców i matek większej aktywności i wiedzy, czyli dokształcania, ale czemu nie wziąć tego pod uwagę? W anglosaskim systemie edukacyjnym dla rodziców organizuje się zajęcia, podczas których poznają zarówno prawa i obowiązki wobec szkoły, jak i psychologię dzieci. W Polsce tą drogą można by próbować choćby ograniczać przemoc rodziców wobec dzieci, przekonywać ich, jakie spustoszenia wywołuje ona w osobowości młodych.

Dlaczego nauczyciele, rodzice i uczniowie nie mogą usiąść razem i zastanowić się, jak zmienić polską szkołę? Demokratyzujemy ją już 17 lat!

Do takiej zmiany nie jest mentalnie przygotowana większość nauczycieli ani administracja oświatowa i związki zawodowe. Przecież to klasyczny spór o władzę i wpływy: dlaczego administracja i nauczyciele mają się dobrowolnie zgodzić na podział władzy? Taka zmiana musiałaby przyjść z zewnątrz i trzeba by ją było dość długo wdrażać.

Kiedy przed laty pracowałem dla pani Anny Radziwiłł, wiceminister edukacji w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, powtarzałem, że w ustawie o oświacie trzeba zapisać obowiązek zakładania samorządów szkolnych, obejmujących rodziców, nauczycieli i uczniów. Dzięki temu szkoła mogłaby stać się bardziej obywatelska, przygotowywać i uczniów, i rodziców do współdecydowania o szkole. Zapis w ustawie powstał, ale zmieniono go tak, że obecnie szkoły mogą powoływać tego rodzaju samorządy, ale nie muszą. I w większości z nich ustawy się nie wykorzystuje. Co gorsza, powstają projekty przekształcenia nauczyciela w policjanta. Szkoda komentować, jak to się ma do wizji demokratycznej szkoły przyszłych obywateli.

Dr hab. JAN JERSCHINA (ur. 1939) jest socjologiem, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i pracownikiem Instytutu Spraw Publicznych w Krakowie. Zajmuje się metodami badań społecznych i marketingowych oraz działalnością ekspercką (m.in. w zakresie doradztwa władzom oświatowym).

Majka18-07-2006 08:10:43   [#157]

http://wiadomosci.onet.pl/1357430,11,item.html

Kolonijna ciąża - kara dla wychowawcy
"Metro": Rodzice, których córka zaszła w ciążę na koloniach, mogą domagać się odszkodowania. Płacić może wychowawca lub ubezpieczyciel.

Taki obowiązek nakłada na nich rozporządzenie Ministerstwa Edukacji. Resort chce, by opiekunowie ponosili odpowiedzialność za wszelkie uszczerbki na zdrowiu swoich podopiecznych, w tym i za przypadkową ciążę.

Teraz jednak w myśl ministerialnego rozporządzenia jeśli będąca pod opieką wychowawców obozowiczka zajdzie w ciążę, to mogą oni stanąć przed sądem pod zarzutem niedopełnienia obowiązków.
Grozi za to nawet 5 lat więzienia lub wypłata alimentów. Pierwsze tego typu sprawy toczą się już przed sądami w Krakowie, Gdańsku i Lublinie."

Ranyjulek!
W którym rozporządzeniu jest o ciąży kolonijnej???
syrenka18-07-2006 08:12:46   [#158]
Klasyczna kaczka dziennikarska.
Marek Pleśniar18-07-2006 08:43:39   [#159]
Ty syrenko wszystko wiesz;-) Jednoznacznie i bezdyskusyjnie. Podziwiam.
syrenka18-07-2006 08:48:18   [#160]

Art. 231 kk.

§ 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Wychowawca kolonijny nie jest funkcjonariuszem publicznym.

Dziennikarzowi mogło chodzić o:
Art. 160 kk.
§ 1. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli na sprawcy ciąży obowiązek opieki nad osobą narażoną na niebezpieczeństwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Ciężko będzie jednak osiągnąć, aby sąd potraktował ciążę jako uszczerbek na zdrowiu, pomijając teoretyczne kwestie związane ze słowem "naraża"  ;-)

lub wypłata alimentów

Art. 128 KRiO
Obowiązek dostarczania środków utrzymania, a w miarę potrzeby także środków wychowania (obowiązek alimentacyjny) obciąża krewnych w linii prostej oraz rodzeństwo.

Odnośnie prawa dochodzenia odszkodowania na drodze postępowania cywilnego: w normalnych warunkach wychowawca nie ma raczej możliwości zapobieżenia skutkowi, a więc jego winę i odpowiedzialność trudno będzie udowodnić.

Majka18-07-2006 08:57:16   [#161]

mam 2 pytania

Co to jest "przypadkowa ciąża"?

Które rozporządzenie MEN (!) nakłada na mnie taką odpowiedzialność?
(a nie wg których jej nie mam)
syrenka18-07-2006 09:04:19   [#162]

ad. #160

Jest jeszcze art. 117 § 2 kp, więc przypuszczam, że takie artykuły - jeżeli nie są objawem zwykłej głupoty - są inspirowane przez firmy ubezpieczeniowe sprzedające polisy OC.
Gaba18-07-2006 09:41:50   [#163]

nic to, Baska nic to - dziewczyny trzeba będzie robić testy ciążowe przed... kolonią i po kolonii... - albo nie jeździć na kolnie.

Dlatego nie jeżdżę

Majka18-07-2006 10:23:39   [#164]

ciąg dalszy

http://serwisy.gazeta.pl/metro/1,50145,3490266.html

Teraz jednak w myśl ministerialnego rozporządzenia jeśli będąca pod ich opieką obozowiczka wpadnie, to mogą stanąć przed sądem pod zarzutem niedopełnienia obowiązków. Grozi za to nawet 5 lat więzienia lub wypłata... alimentów - od 10 zł do 3 tys. zł miesięcznie przez rok!

- Ciąża przecież może zagrozić bezpieczeństwu nieletniej osoby, a nawet uniemożliwić kontynuację nauki - wyjaśnia Marek Tyciński, sędzia z Torunia.

Pierwsze tego typu sprawy toczą się już przed sądami w Krakowie, Gdańsku i Lublinie. I tak jak w przypadku 15-letniej Marty z Wrocławia, której rodzice udowodnili, że zaszła w ciążę na zimowym obozie w górach, zazwyczaj kończą się sukcesem, czyli alimentami dla dziecka.
syrenka18-07-2006 12:49:47   [#165]

Autor artykułu nie zna definicji alimentów, nie rozumie też sensu art. 160 kk (trudno traktować ciążę jako "uszczerbek na zdrowiu", ewentualne zaś powikłania zdrowotne na skutek ciąży nie pozostają w adekwatnym związku przyczynowo-skutkowym nie tylko ze sposobem sprawowania opieki przez wychowawcę, ale nawet z faktem samego zapłodnienia).

Redaktor nie rozumie pojęcia winy, która jest warunkiem ponoszenia odpowiedzialności - tak karnej jak i cywilnej.
Wychowawca, sprawując opiekę z tzw. należytą starannością, co do zasady nie ma żadnej możliwości zapobieżenia skutkowi, jeżeli młodzi ludzie uprawiają ukradkiem seks, nie ma więc podstaw do pociągnięcia go do odpowiedzialności - ani karnej, ani żadnej innej.

Proponowanie rodzicom drogi postępowania cywilnego przed sądem jest nieodpowiedzialnością i wodą na młyn przeróżnych pieniaczy, bo i tutaj wina byłaby warunkiem koniecznym odpowiedzialności (art. 415 kc).

Sugerowanie wychowawcom konieczności wykupowania polisy oc w towarzystwach ubezpieczeniowych jest naciąganiem ich na niepotrzebne wydatki. Po pierwsze brak podstaw do ustalenia winy, po drugie zgodnie z Kodeksem pracy odpowiedzialność wobec osób trzecich ponosi zakład pracy, nie pracownik osobiście. O ile jeszcze zakład pracy może niekiedy (nie sądzę, żeby w tym przypadku) ponosić odpowiedzialność na zasadzie ryzyka, o tyle pracownik - nigdy (art. 117 § 2 kp).

Dziennikarz złamał ustawę Prawo prasowe (art. 12 ust. 1 pkt. 1 nakłada obowiązek dochowania szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu i wykorzystaniu informacji).

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że wypowiedź sędziego jest zmanipulowana pod założoną tezę artykułu.

syrenka19-07-2006 11:13:23   [#166]

Mózgi nastolatków płacą za picie alkoholu

Nastolatki piją alkohol od wieków. W Ameryce w czasach przedrewolucyjnych młodym czeladnikom wydawano piwo wiadrami. W latach 90. XIX wieku Jack London, wówczas piętnastoletni, potrafił wypić tak dużo, że jego kompani - dorośli marynarze - spali już pod stołem.

http://serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3485833.html

Majka19-07-2006 11:27:02   [#167]

trza być czujnym ;)

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3492817.html

Protest trzech nauczycielek-emerytek zmusił dyrekcję Limanowskiego Domu Kultury do odwołania filmowego seansu o Harrym Potterze

Film "Harry Potter i Czara Ognia" miał być wakacyjną atrakcją dla dzieci w Limanowej (woj. małopolskie). Jako jeden z bezpłatnych seansów zafundowanych przez miejską komisję ds. profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych wzbudzał największe zainteresowanie. Przez tydzień młodzi ludzie codziennie wypytywali, czy na pewno za darmo będą mogli zobaczyć kinowy hit. Niestety, tuż przed seansem dowiedzieli się, że nici z oglądania...

Trzy emerytowane nauczycielki z Limanowej napisały protest do burmistrza i przewodniczącego komisji antyalkoholowej. Więc władze miasta pokaz odwołały. - Te panie od tygodnia mnie atakowały, że finansujemy satanistyczny pokaz. Jako radny muszę chronić nasze dzieci i reagować na postulaty mieszkańców - mówi Jan Wrona, przewodniczący komisji. Sam nie widział żadnego filmu z Potterem.
Gaba19-07-2006 11:33:11   [#168]

w ogolne w Polsce trzeba uważać

Piranie w wielkopolskich jeziorach PAP 2006-07-19 (00:05)
W miniony weekend Dariusz Sporny z Poznania złowił w jeziorze Wonieść półkilogramową... piranię. To już czwarty taki przypadek zgłoszony w Poznaniu w Polskim Związku Wędkarskim - opisuje "Gazeta Poznańska".

Ryba została złowiona w jeziorze Wonieść (pow. Kościan). Wędkarz sądził, że holuje dużego leszcza lub karasia, bo zdobycz na wędce była bardzo waleczna. Jakież było jego zdumienie, gdy wyciągnął... żywą piranię!

Swoją zdobycz Dariusz Sporny przekazał poznańskiemu okręgowi PZW.

To kolejny przypadek - mówi A. Kuligowski, dyrektor Zakładu Rybacko - Wędkarskiego PZW w Poznaniu. Dwa tygodnie temu wyłowiono piranię czerwoną, najbardziej drapieżną spośród tych ryb. Tak jak ta z Wonieścia, złapała się na wędkę z czerwonym robakiem. W ciągu mojej około półtorarocznej kadencji jest to czwarty przypadek, jaki zgłoszono w naszym okręgu. Nie wiadomo ile było takich, o których wędkarze nie mówili. Wcześniej trafiono na piranie w Kiekrzu i na Warcie, w czasie odłowów sieciowych.

Dwa tygodnie temu piranię złowiono tuż obok kąpieliska na jeziorze Jezierzyckim (pow. Kościan). Pirania z Wonieścia miała 30 centymetrów długości i ważyła pół kilograma. Ta przy kąpielisku w Jezierzycach była o 5 centymetrów krótsza. Obie na pewno zostały wpuszczone celowo przez ludzi. (PAP)
ankate19-07-2006 11:33:34   [#169]
Sodomia i Gomoria...taki film dzieckom w wakacje pokazywać, zgiń, przepadnij czarna maro...;-)))
Gaba19-07-2006 11:38:17   [#170]
a jakie te nauczycielki dożarte, popatrz... same nie znają, a juz protestuja, ledwie na emeryturze...
Majka19-07-2006 23:05:02   [#171]
Koniec odpracowywania kilku świąt w tygodniu
(Gazeta Prawna/19.07.2006, godz. 05:00) http://biznes.onet.pl/5,1347824,prasa.html
Nie będzie więcej obowiązku odpracowywania jednego z dwóch świąt przypadających w tym samym tygodniu. Na wczorajszym posiedzeniu rząd przyjął projekt ustawy zmieniającej przepisy kodeksu pracy w tym zakresie.

Obowiązujące przepisy stanowią, że jeżeli w tygodniu obejmującym siedem dni od poniedziałku do niedzieli wystąpią dwa święta w inne dni niż niedziela, obniżenie wymiaru czasu pracy o 8 godzin następuje z tytułu jednego z tych świąt. W praktyce oznacza to, że pracownicy muszą odpracować drugie. Przyjęta przez rząd nowelizacja kodeksu pracy zmierza do uchylenia art. 130 par. 2, w którym uregulowano zasadę zmniejszania wymiaru czasu pracy jedynie o 8 godzin w każdym przypadku wystąpienia w okresie rozliczeniowym święta w innym dniu niż niedziela.

Jeżeli Sejm uchwali przygotowane zmiany, to konsekwencją wykreślenia z art. 130 paragrafu drugiego będzie zmniejszanie wymiaru czasu pracy o 8 godzin w każdym przypadku wystąpienia w okresie rozliczeniowym święta w innym dniu niż niedziela. Oznaczać to będzie zagwarantowanie pracownikom 52 dni wolnych od pracy z tytułu przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy, a także usunie wątpliwości powstające na tle obecnie obowiązującego stanu prawnego.

Rząd chce, by zmiany weszły w życie z dniem 1 października 2006 roku. Oznacza to, że obliczając wymiar czasu pracy obowiązujący w grudniu bieżącego roku trzeba będzie odjąć 16 godzin z tytułu dwóch dni świątecznych, a nie 8 godzin, jak wymagają obecnie obowiązujące przepisy kodeksu pracy.
Leszek20-07-2006 18:00:32   [#172]

do # 157

pozdrawiam

 

 

Warszawa, 19 lipca 2006 r.

MINISTERSTWO
EDUKACJI NARODOWEJ

Rzecznik prasowy Ministra

Pani
Marzena Filipczak
Redaktor Naczelny
"Metra"

Szanowna Pani Redaktor,

Na podstawie art. 31 ustawy - Prawo prasowe, w związku z artykułem Pana Łukasza Antkiewicza "Kolonie bez zabezpieczenia" ("Metro" nr 884 z 18 lipca 2006 r., s. 6), uprzejmie proszę o zamieszczenie na łamach kierowanego przez Panią dziennika następującego sprostowania.

Informuję, że nie istnieje rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej, które regulowałoby kwestię sankcji prawnych dla wychowawcy, wynikających z sytuacji zajścia w ciążę wychowanki w czasie jej pobytu w placówce wypoczynku.

Jednocześnie pragnę wyjaśnić, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej, a także zasad jego organizowania i nadzorowania (Dz. U. Nr 12, poz. 67) do obowiązków wychowawcy należy w szczególności:

1)  zapoznanie się z kartami kwalifikacyjnymi uczestników wypoczynku,

2)  prowadzenie dziennika zajęć,

3)  opracowywanie planów pracy wychowawczej grupy,

4)  organizowanie zajęć zgodnie z rozkładem dnia,

5)  sprawowanie opieki nad uczestnikami grupy w zakresie higieny, zdrowia, wyżywienia oraz innych czynności opiekuńczych,

6)  zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom grupy,

7)  prowadzenie innych zajęć zleconych przez kierownika placówki wypoczynku.

Wychowawca zatem organizuje zajęcia związane z wypoczynkiem oraz sprawuje całodobową opiekę nad dzieckiem.

W rozporządzeniu zostały wymienione dziedziny życia, za które szczególne odpowiada wychowawca (higiena, zdrowie i wyżywienie).

Rozporządzenie obowiązuje od 1997 r., tak więc warunki, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku regulowane są już od prawie dziesięciu lat.
W tekście Pana Antkiewicza natomiast występuje wyraźna sugestia, że opiekunowie właśnie od "teraz" muszą dopilnować, aby kolonistki nie zaszły w ciążę.

Z poważaniem
Rzecznik prasowy Ministra
Kaja Małecka
beera20-07-2006 18:01:40   [#173]

o

podoba mi się, że zareagowali tak szybko na te bzdury

Gaba20-07-2006 18:18:29   [#174]
Ładne i ważne.
Majka20-07-2006 18:30:43   [#175]
Brawo!
Szybko ukrócona akcja w branzy ubiezpieczeniowej ;)
beera20-07-2006 19:07:11   [#176]

Danse macabre maturzystów

Felieton · tygodnik „Nasza Polska” · 19 lipca 2006

www.michalkiewicz.pl


Wreszcie zostały ogłoszone wyniki tegorocznych matur. Ponieważ okazało się, że egzaminu dojrzałości nie zdało 20 procent uczniów, którzy do niego przystąpili, nikt już nie zwrócił uwagi nas drobiazg, że aż do połowy lipca maturzysta nie wie, czy zdał, czy nie i to w sytuacji, gdy właśnie w tym momencie rozpoczyna się rekrutacja na studia wyższe.

Takie są miedzy innymi efekty reformy edukacyjnej, przeprowadzonej przez pana min. Mirosława Handke i jego komandę w czasach rządów AWS-Unia Wolności. Dzisiaj żadne z tych ugrupowań politycznych już nie istnieje, więc oczywiście żadnej odpowiedzialności politycznej ponieść już nie może, a o odpowiedzialności karnej polityków za ich bęcwalstwa nikt u nas nie słyszał chyba od czasów Stefana Batorego.

Ta AWS-owska reforma podlegała następnie „dalszemu doskonaleniu” za rządów SLD, kiedy ministrem edukacji była pani Łybacka, no i wyszło jak zawsze. Jakże zresztą inaczej, kiedy reforma edukacyjna została skonstruowana pod kątem potrzeb edukacyjnej biurokracji i nauczycieli? Dlatego też żaden związek nauczycielski przeciwko niej nie protestował, bo jużci – dzięki reformie podwoiła się w szkołach liczba stanowisk dyrektorskich, a i tzw. „prawa pracownicze” też zostały pieczołowicie „zabezpieczone”.

Ale powiedzmy sobie szczerze: jeśli by matury nie zdało 2 proc. uczniów, to z pewnością sami byliby sobie winni. Kiedy jednak egzamin dojrzałości oblewa 20 procent, to już jest ewidentna wina nauczycieli. Najwyraźniej nie potrafią oni swoich uczniów do tego egzaminu przygotować. Czy dlatego, że sami niewiele umieją i utrzymują się w szkołach wyłącznie dzięki „ochronie praw pracowniczych”, czy dlatego, że uczniowie nie chcą się uczyć i szkoła nie dysponuje wobec nich żadnymi sankcjami?

Możliwe, że obydwie te przyczyny występują jednocześnie. Wskazywałyby na to protesty, jakie skomunizowany Związek Nauczycielstwa Polskiego organizuje przeciwko obecnemu ministrowi edukacji Romanowi Giertychowi, zachęcając do tego ogłupioną przez siebie socjalistyczną młodzież z tak zwanej Inicjatywy Uczniowskiej.

Zwróćmy uwagę, że protesty kierowane są m.in. przeciwko próbom podniesienia dyscypliny w szkołach, gdzie zakładanie nauczycielom koszy na śmieci na głowy zdarza się znacznie częściej, niż myślimy, tylko nie zawsze bywa filmowane, a pretekstem do uruchomienia akcji protestacyjnych było wyrzucenie z pracy osobnika pracującego na rzecz propagandy homoseksualizmu oraz obcięcie półmilionowej, corocznej subwencji na gorzałkowanie dla Związku Młodzieży Socjalistycznej!

W takiej sytuacji żadne „dalsze doskonalenie” tu nie pomoże i dla uzdrowienia sytuacji niezbędne wydają się trzy jednoczesne posunięcia.

Po pierwsze – pozbawienie związków zawodowych wszystkich uprawnień, jakie w normalnym państwie powinny przysługiwać jedynie władzy publicznej. Jeśli nauczyciele, czy inni pracownicy szkół chcą się zrzeszać, to proszę bardzo, z tym jednak, że takie zrzeszenie nie może mieć żadnych uprawnień w sferze publicznej. Dotyczy to wszelkich związków zawodowych i w tym celu Polska powinna wystąpić z Międzynarodowej Organizacji Pracy.

To standardy tworzone przez tę organizację sprawiają, że jeśli tylko jakaś grupa ludzi zorganizuje się w mafię, która nazwie się związkiem zawodowym, to taka mafia nie tylko przestaje być ścigana przez prawo, ale prawo przyznaje jej możliwość stosowania przemocy wobec ludzi, którzy do związku zawodowego nie należą. Jeśli nie chcemy doprowadzić do rozprzężenia we wszystkich dziedzinach życia publicznego, a zwłaszcza w gospodarce, to powinniśmy się nad tym poważnie zastanowić.

Po drugie – należy zlikwidować przymus edukacyjny. Jest to pomysł najgłupszy z możliwych, bo ufundowany na założeniu oczywiście nieprawdziwym, że można kogokolwiek zmusić do nauki. Zmusić można jedynie do chodzenia do szkoły, natomiast do nauki – w żadnym wypadku. Uczeń, który nie chce się uczyć, a musi chodzić do szkoły, staje się szkodliwy podwójnie, bo swoim postępowaniem utrudnia, a niekiedy wręcz uniemożliwia naukę tym, którzy chcą się uczyć. Przymus edukacyjny wcale nie leży więc w interesie uczniów, tylko w interesie nauczycieli, żeby mieli „miejsca pracy”.

I wreszcie, po trzecie – należałoby sprywatyzować sferę edukacji podobnie zresztą, jak sferę ochrony zdrowia oraz radykalnie obniżyć podatki, no i oczywiście – rozpędzić całą biurokrację, pasożytującą na ochronie zdrowia, czy edukacji; różne panie Ireny Dzierzgowskie i pozostałe „baby koszmarne, migowe i inne”. Tylko w ten sposób można przywrócić rodzicom władzę nad tym, czego mają uczyć się i w jakim duchu mają być formowane ich dzieci, oraz władzę nad ich własnymi pieniędzmi, które w przeciwnym razie mogą być obracane na propagandę homoseksualizmu, albo jeszcze gorzej – „młodzieży socjalistycznej”.

Trawestując Jerzego Clemenceau, można powiedzieć, że edukacja, to rzecz zbyt poważna, by pozostawiać ją nauczycielom.


Stanisław Michalkiewicz
www.michalkiewicz.pl

Adams13520-07-2006 20:51:43   [#177]

Felieton na ślinie

Pan w swoim napuszonym niby- felietoniku napisał co śllina na język rzucila. Po odcedzeniu przez sito pozostanie chyba niewiele. Rzec by można, gdzieś dzwoniło ale nie wiadomo w którym kościele. Zabawny felietonista ... chyba nie czytał Prusa  ani  Kisiela.
beera20-07-2006 20:55:56   [#178]

a ja się zgadzam z wieloma tezami tego tekstu

........

wydaje mi sie, że napisales co Ci slina na język przyniosla

Adams13520-07-2006 21:07:17   [#179]

:-(

Czytałem dwa razy  i  ... sam się jednakowoż w tym sądzie zagalopowałem. Masz rację . Chyba od gorąca ;-(
beera20-07-2006 22:02:12   [#180]

wejscie w jeden kanał myslenia jest strasznie niebezpieczne...

śmieszy mnie gdy słyszę ciągle " wszystkiemu jest winna PO",
bardzo bym chciała nie zachorować na tego typu chorobę- tylko odwrotną

........

a tekst jest naznaczony brakiem obiektywizmu, obrzydliwe jest w nim choćby to :propagandę homoseksualizmu, albo jeszcze gorzej – „młodzieży socjalistycznej"

nie powiem by miał się stać dla mnie kultowym tekstem, ale w oświatowym przeglądzie prasy jako artykuł niosący pewne wizje uznałam go " na miejscu"

bogna21-07-2006 08:24:06   [#181]

Minister Giertych chce filtrować internet

Pornografia w sieciach komputerowych to 12 miliardów dolarów rocznego przychodu. Minister Giertych chce ją zablokować programem stworzonym przez firmę prowadzącą internetowy sklep z mydłem.


Minister edukacji Roman Giertych zachęca szkoły, żeby w swoich pracowniach internetowych korzystały z programu Beniamin. To filtr, który blokuje dostęp do stron zawierających treści szkodliwe lub niebezpieczne dla dzieci, m.in. pornografię.

Rekomendacja ministra wywołała krytyczne artykuły w mediach – zarzucano, że program nie blokuje dostępu do treści nazistowskich, że stworzyła go nikomu nieznana spółka i że nie było w tej sprawie przetargu.

Rzeczywiście – autorem programu jest firma Akkorp, której jedynym śladem w internecie (poza stroną Beniamina) jest internetowa drogeria o nazwie Limona.

Beniamin nie jest programem nieznanym – w zeszłym roku dostał nagrodę magazynu „Komputer Świat” za stosunek ceny do jakości w kategorii oprogramowania filtrującego. W ogólnym rankingu znalazł się na 3. miejscu, ustępując zwycięzcy o 0,15 punktu (Beniamin dostał 4,44 na 6).

Robert Szyszka, szef działu Software „Komputer Świat”, zwraca uwagę, że nie ma doskonałego oprogramowania filtrującego. Programy takie badają treść stron pod kątem występowania określonych słów (np. „sex” lub „marihuana”) i, jeżeli je znajdą, blokują dostęp.
– Słowniki takich programów można układać w nieskończoność a i tak zawsze coś się przeoczy – uważa Robert Szyszka.

Prawdą jest, że słownik Beniamina nie zawiera wielu słów, których umieszczenie na stronie powinno być sygnałem alarmowym – np. popularnych slangowych nazw narkotyków czy obraźliwych określeń narodowości i ras.

Beniamin jest dostępny dla szkół za darmo. Czy twórcy programu lub stowarzyszenie Katolickie Centrum Kultury, które zgłosiło program ministerstwu, dostały za Beniamina jakieś pieniądze? Ministerstwo Edukacji zapewnia, że nie zapłaciło ani złotówki. Nie musiało więc organizować przetargu.

– Ustawa o zamówieniach publicznych ma zastosowanie tylko do umów odpłatnych – wyjaśnia Anita Wiśniak-Olczak z Urzędu Zamówień Publicznych.

Przetarg będzie zorganizowany. Beniamin ma być rozwiązaniem tymczasowym. Resort pracuje nad zmianą ustawy o szkolnictwie, która nałoży na szkoły obowiązek blokowania stron.

– Firma, która będzie odpowiadać za filtrowanie internetu w szkołach, zostanie wybrana zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych – informuje Kaja Małecka, rzecznik ministerstwa.

Na razie resort nie chce ujawnić żadnych szczegółów co do założeń programu, który będzie chronił uczniów przed nieodpowiednimi stronami. Podobno nie rozstrzygnięto kilku kluczowych kwestii. Kaja Małecka uspokaja jednak, że prace idą pełną parą. Projekt nowelizacji ma trafić do Rady Ministrów w sierpniu. Sejm mógłby zająć się nim po wakacjach.

/Łukasz Ruciński/

beera21-07-2006 09:26:05   [#182]

no i finał

teraz tylko jeszcze lekki opieprz i mamy matury Giertycha

( swoja drogą- popieram decyzję Kaczyńskiego)

Premier: amnestia maturalna zostaje

    Renata Grochal 21-07-2006, ostatnia aktualizacja 20-07-2006 20:03

Ale wszyscy ministrowie od tej pory mają uzgadniać decyzje z szefem rządu


Jarosław Kaczyński pytany wczoraj w Sejmie przez dziennikarzy, czy zakwestionuje decyzję o amnestii maturalnej, stwierdził: - Niech sobie pan wyobrazi sytuację młodego człowieka, który najpierw nie zdał matury, później dowiedział się, że zdał, a później się jeszcze ma dowiedzieć, że nie zdał - mówił. - Nie można ludzi poddawać tego rodzaju szokowej terapii, choć słowo terapia jest tu powiedziane żartem.

Jednocześnie premier zapowiedział, że będzie patrzył swoim ministrom na ręce, by takie decyzje nie zapadały bez jego wiedzy. Minister edukacji Roman Giertych (LPR) w piątek bez konsultacji z PiS publicznie ogłosił maturalną amnestię. Politycy PiS mieli do niego pretensje, że nie uprzedził kolegium resortu i nie poinformował też desygnowanego na premiera Jarosława Kaczyńskiego.

- Przeprowadziłem męską rozmowę z panem premierem Giertychem - mówił Kaczyński wczoraj w Sejmie. - Ma mi przedstawić wyjaśnienia na piśmie. Być może już przedstawił, ale ja nie byłem w stanie jeszcze się z tym zapoznać. Otrzyma też odpowiedź na piśmie. I uznamy tę sprawę za zamkniętą.

Premier podkreślał, że moment na ogłoszenie maturalnej amnestii nie był najlepszy, ale PiS ją poprze.

- Takie sytuacje zdarzały się w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza - mówi wysoki rangą polityk PiS. - Niektórzy ministrowie, jak Ludwik Dorn, Zbigniew Ziobro i ministrowie koalicyjni, nie liczyli się z poprzednim premierem, uznając, że ośrodek decyzyjny jest gdzie indziej. Wszystkie decyzje konsultowali z Jarosławem Kaczyńskim. Teraz, gdy premierem jest prezes PiS, o takich sytuacjach nie może być mowy.

Adam Lipiński, szef gabinetu politycznego premiera, dodaje: - Premier powinien wiedzieć o inicjatywach, które wychodzą z poszczególnych resortów. Ważniejsze decyzje muszą być omawiane w ich kierownictwie. To zrozumiałe, że mogą się zdarzać napięcia, bo w rządzie jest układ koalicyjny. Nie tworzymy jednolitego bloku programowego. Mamy sekretarzy stanu lub ministrów we wszystkich resortach, więc komunikacja powinna być dosyć łatwa.

Monitorowaniem decyzji zapadających w poszczególnych resortach ma się zajmować gabinet polityczny premiera.

Jak ustaliliśmy, w każdym resorcie powołano specjalnego łącznika, który ma informować gabinet polityczny premiera o wszystkich ważniejszych decyzjach, które będą zapadały w ministerstwach.

Małgoś21-07-2006 10:26:20   [#183]

fajna fucha taki łącznik ;-)

żadnej odpowiedzialności, żadnych decyzji, żadnego myslenia ...

ciekawe ile zarabia?

A ja nie popieram JK, bo w imię lojalności straszne świństwa się robi nie tylko w polityce, ale i w służbie zdrowia (np. "skóry") i w oświacie, a winni uchodzą bez szwanku i przez całe lata spokojnie sobie zyją na ciepłych posadkach, a morale społeczeństwa lecą na łeb na szyję :-(

Usprawiedliwianie kretynizmów tylko tym, że stały się juz "faktami społecznymi" jest nieetyczne. To jakby powiesić niesłusznie skazanego, tylko dlatego, ze choć w ostatnim momencie znalazły się dowody niewinności, to przecież media ogłosiły go winnym, społeczeństwo się ucieszyło, że za krzywdę ktos poniesie karę, a prokurator dostał awans.... 

Każdy urzędniczyna za taki numer jaki wyknocił RG wyleciałby z roboty za nadużycie swoich kompetencji, za błedy merytoryczne, za niewiedzę i za ...szkodliwość.

Cóz ale widać Prawo i Sprawiedliwość oznacza, że nie wszystkim po równo, ale ..."sprawiedliwie" wedle ważności ;-)

Nie byłabym też wdzięczna władzom za etykietkę "giertychowska maturzystka"

Osobiście też mam żal do naszych władz oświatowych, bo moja starsza córka jeszcze do niedawna planująca studia w RP, dziś opracowuje zgłoszenia do uczelni zagranicznych. Niby fajnie... ale jest mi przykro

monipg21-07-2006 17:48:41   [#184]
Zginęła pod kołami przyczepy traktora

23 minuty temu

2,5-letnia dziewczynka wypadła z kabiny traktora i zginęła pod kołami jego przyczepy. Do tragedii doszło w miejscowości Suchorzewko w powiecie jarocińskim (Wielkopolskie).

Ciągnikiem kierowała 53-letnia babcia dziewczynki. Dziecko wypadło przez niezabezpieczoną, pozbawioną okna, tylną część kabiny, w chwili gdy traktor skręcał z drogi na teren gospodarstwa. Drugiemu jadącemu traktorem dziecku, 4-letniemu chłopcu, nic się nie stało.

Jak ustalili funkcjonariusze, kobieta nie miała uprawnień do prowadzenia ciągnika a sam pojazd oraz przyczepa nie były zarejestrowane.


ale jak widzę taki nagłówek artykułu to mnie ciarki przechodzą i najpierw szukam gdzie to sie stało czy nie gdzies w okolicach, choc to i tak nie ma znaczenia bo tragedia sie stała, zabrakło ... czego? moze ludzkiej wyobraźni, pieniedzy a może właściwej opieki a może właśnie przedszkola
Marek Pleśniar21-07-2006 17:54:05   [#185]

z uprawnieniami c zy bez - wszędzie na wsi dzieci i wszyscy jak popadnie jeżdżą

może przedszkola - fakt

beera21-07-2006 18:01:26   [#186]

na wsiach jeżdzą 10 latki na motorach i motorynkach

6 latki po ulicy na rowerach- często dużo na siebie za duzych ( noga pod ramą i na stojaka, ledwo siegając łapkami kierownicy)

13 na traktorach

po obejsciach się błąkają 2, 3 i młodsze dzieci

swiadomosci niewiele- to po pierwsze
uswiadamiac rodziców trzeba i niestety- karać

i przedszkole tez przydałoby się- ono zagarniajac maluchy zagarnęłoby i  rodziców- czyniąc ich choć odrobinę innymi

hania21-07-2006 19:55:03   [#187]

moja ela jeździła też traktorem, miała wtedy - ja wiem, z 11 lat.... po polu jeździła, ciągnąc za sobą ( za traktorem znaczy) snopowiązałkę, na której brat jechał....

i tak pomagała w żniwach spędzając wakacje u babci...

dobra była podobno (widziałam nawet:-)

ja to końmi powoziłam dzieckiem będąc - kosiarkę ciągnęły....

ot, los dzieci na wsi..do przedszkola też chodziłam, było wtedy (dawno:-) ale na lato zamykane, bo dzieci i tak chętnych nie było - w polu potrzebne a przedszkole kosztuje:-((

Adaa22-07-2006 16:44:45   [#188]

brak wyobraźni,traktowanie dzieci jako sily roboczej,brak opieki...na wsi to codziennośc,chociaz juz w mniejszym zakresie niz kiedyś

co roku we współpracy z jednym z banków ,który obsluguje rolników,z PZU prowadzone sa lekcje z dzieciakami,spotkania z rodzicami na temat bezpieczeństwa na wsi...na ile to uswiadamia im zagrozenia trudno mi powiedzieć,w kazdym razie do rodziców dociera,ze tak nie wolno..nie wolno i basta....na ile strach,ze ktos mi poskarży,na ile świadomość,odpowiedzialnośc opiekunow sprawia,że jest lepiej,...tez nie wiem...

nie dawno w Warszawie wypadla z okna,z 9 pietra dwójka dzieci...matka byla obok w pokoju....nawet nie wiedziala,że dzieci juz nie ma na tym swiecie...

wszedzie brak nalezytej opieki prowadzi do tragedii

Majka22-07-2006 16:48:28   [#189]
Zakopane

W nocy na terenie jednego z pensjonatów doszło do wypadku.
15-latka podczas przechodzenia przez balkony spadła z pierwszego piętra do oczka wodnego. Dziewczynę z poważnymi obrażeniami ciała przewieziono do zakopiańskiego szpitala. Okazało się, że piła piwo i wódkę

Policja prowadząc śledztwo w sprawie wypadku wykryła szokującą rzeczywistość. Łącznie tej nocy alkohol piło jeszcze 11 kolonistów.

Pijani koloniści to mieszkańcy Łodzi i Warszawy. Wszyscy opiekunowie wycieczki zbadani przez policję byli trzeźwi i zapewniali że o godzinie 22.00 sprawdzali co się dzieje w pokojach. Ale do zdarzenia doszło tuż po północy.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3501139.html

Coraz częściej myslę, że na wszelkie wyjazdy z młodzieżą powiina jechać dwuzmianowa obsada, z nauczycielami pracującymi w nocy.
Gaba22-07-2006 17:24:17   [#190]
powtarzam - żadnych wyjazdów, a rodzice, zawsze i tylkoi przede wszytskim rodzice...
Małgoś22-07-2006 17:41:15   [#191]

Gaba ma rację! :-)

Tylko samobójca lub ktos pozbawiony wyobraźni, decyduje się na wyjazd z noclegiem jako opiekun grupy nastolatków.

Jesli jeździć to tylko na jednodniowe wycieczki z b. obfitym programem dydaktycznym, w asyście kilku rodziców i z uczniami, których zachowanie oceniono  na więcej niz dobry ;-)

PS. Uwielbiałam wycieczki ;-)

az do takiej na której uczennica spiła się wódą tak, że trzeba było wzywac erkę i ściągać rodziców (kilkaset km) - a smarkula zrobiła to w sali , w obecnosci koleżanek, na piętrowym łóżku, udając że sie źle czuje i musi wcześniej się położyć; całą grupe ulokowałam w dwóch salach, oddzielonych moim pokoikiem i w czasie gdy wszyscy bawilismy się w konkursy z nagrodami dosłownie pod salami, dziewczyna piła wóde na umór (to było na znak protestu w obliczu rozwodu rodziców - ale trzeba przyznac, że ta afera na nowo zintegrowała rodzinę ;-)

przechodzenie między balkonami na wysokości I piętra też przerabiałam...:-(

Nie warto narażać siebie i ...młodzieży. Oni na wycieczkach (zwłaszcza II klasa gimnazjum) dostaja małpiego rozumu, jakby chcieli poprzekraczac wszelkie granice

belinda22-07-2006 18:15:58   [#192]
Jeżdżę na kolonie, obozy i wycieczki od nastu lat, zawsze na "moich placówkach" mam nocne dyżury wychowawców - na zmiany po 3 godziny. Dzięki temu nikt nigdy nie wypadł mi z okna. Nawet jak się uda młodzieży zorganizować alkohol szybko zostaje to wykryte i dzieciak ląduje na pogotowiu albo pod kroplówką. Dodam jeszcze, że najczęściej na koloniach mam dzieci z Osrodków Pomocy Społecznej i Gminnych Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Myslę, że wszystko zależy od odpowiedniej organizacji i zabezpieczenie odpowiedniej ilości opiekunów.

Pozdrawiam z kolonii w przepięknych Górach Sowich, sto dzieci, 8 wychowawców, socjoterapeuta, kierownik, zastepca.
zgredek22-07-2006 18:39:34   [#193]

Nawet jak się uda młodzieży zorganizować alkohol szybko zostaje to wykryte i dzieciak ląduje na pogotowiu albo pod kroplówką.

no... szybko:-(

Małgoś22-07-2006 21:41:33   [#194]

jessu!!!

a co to znaczy pod kroplówką????

to nawet "tej mojej" nie podłączali kroplówki choc była całkiem non contactus - czy to znaczy, ze można jeszcze bardziej???

anmar23-07-2006 17:38:52   [#195]

Szkolne mundurki

Niedziela, 23 lipca 2006

Szkolne mundurki wrócą do łask?
IAR - dodane 39 minut temu
Wracają szkolne mundurki. Ministerstwo edukacji chce, by każda szkoła mogła wprowadzić obowiązek noszenia jednolitych strojów - dowiedziała się Informacyjna Agencja Radiowa (IAR). Decyzję podejmowałby dyrektor szkoły lub rada rodziców.

Zapis o możliwości wprowadzania mundurków ma się znaleźć w nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Minister Roman Giertych przekonuje, że takie rozwiązanie ma wiele korzyści. W szkole nie będzie już sytuacji, kiedy dzieci przechwalają się strojami. Poza tym, w szkołach prywatnych, gdzie istnieje już nakaz noszenia mundurków, łatwiej zauważyć obcą osobę, która wchodzi na teren szkoły.
 
if (NJB('srodtekst')) { document.getElementById('rekSrd05').style.display='block';}
Gaba23-07-2006 17:55:48   [#196]

absolutna racja Romanie Geirtychu - nawet w Anglii są specjalne sklepy ze szkolnymi ciuchami, takie co to do pralki i znowu eleganckie (nie o plastiki dederonowe chodzi...) - w Kownie mi sie podobały pewne dzieciaki z miejscowego gimanzjum... ciuchy miały takie... angosasko-snobistyczne..., ale mam jedno jedyne "ale" - kto za to zapłaci? lub kto na to będzie  szukał sponsora.

 

Znikną brudne biustonosze, stringi a la ucha od torby pokutnej... motylki w wiadomym miejscu... - okey, tylko pieniądze...

Gaba23-07-2006 21:40:21   [#197]

a o to i cennik - ładne rzeczy sprzedają, nie powiem...

.

marynarka (klubowa) krój tradycyjny, srebrne guziki, haftowane logo szkoły - granatowa

160 zł

2.

spodnie męskie - granatowe

95 zł

3.

spódnica plisowana, krata zielono-granatowa

95 zł

4.

krawat - krata zielono-granatowa (krótki/długi)

15 zł

5.

podkoszulek bawełniany, krótki rękaw, nadruk z logiem szkoły

14 zł

6.

polo męskie/damskie, bawełniane, krótki rękaw, nadruk/haft z logo szkoły

nadruk

20 zł

haft

27 zł

7.

polar (męski/damski) rozpinany do dołu, haft z logo szkoły - granatowy

47 zł

8.

kurtka ocieplana – materiał nieprzemakalny, „oddychający”, polar od spodu, haft z logo szkoły - granatowa

110 zł

9.

podkolanówki damskie - granatowe, wykończone materiałem w kratę

 

Zamówienie szkolnego stroju galowego

 

 

Imię i nazwisko dziecka ……………………………………………      klasa ……..

 

 

Zamawiam następujące elementy stroju szkolnego:

 

 

Element stroju

Rozmiar

Ilość sztuk

1) marynarka (klubowa) krój tradycyjny, srebrne guziki, haftowane logo szkoły - granatowa

 

 

2) spodnie męskie - granatowe

 

 

3) spódnica plisowana, krata zielono-granatowa

 

 

4) krawat - krata zielono-granatowa (krótki/długi)

męski

 

 

damski

 

 

5) podkoszulek bawełniany, krótki rękaw, nadruk z logiem szkoły

biały

 

 

granatowy

 

 

zielony

 

 

6) polo męskie/damskie, bawełniane, krótki rękaw, nadruk/haft z logo szkoły

białe

nadruk

 

 

haft

 

granatowe

nadruk

 

haft

 

7) polar (męski/damski) rozpinany do dołu, haft z logo szkoły - granatowy

 

 

8) kurtka  ocieplana – polar od spodu, materiał nieprzemakalny, „oddychający”, haft z logo szkoły - granatowa

 

 

9) podkolanówki damskie – granatowe, wykończone materiałem w kratę

 

 

 

 

 

·        Rozmiary:

  1. 128-134
  2. 134-142
  3. 142-150
  4. 150-158
  5. 158-164
  6. 164-172
  7. 172 i więcej

 

·        Marynarki, spódnice i spodnie będą szyte według wyżej wymienionych rozmiarów. Przy rozmiarach „nietypowych” szycie na miarę.

Majka23-07-2006 22:09:45   [#198]
Nasze gimki od lat mają mundurki, ale noszą je wyłącznie w sytuacjach oficjalnych (teatr, goście w szkole, uroczystości, egzaminy, itd.). Płacą  rodzice.
Kłopot w tym, że dzieciska w tym wieku przepoczwazają się dość mocno i w II- III klasie zaczynają wyglądac bardzo zabawnie ;)
Szczególnie chłopcy z za krótkimi rękawami marynarek :))
Za krótkie spódniczki też bywają ;)

Strój musiałby rosnąć z nimi. Swetry?
zgredek23-07-2006 22:20:22   [#199]
Majka - dorabiać rękawy do tych swetrów?:-)
Majka23-07-2006 22:43:18   [#200]
Byłoby łatwiej niż sztukowac marynarki :)))
strony: [ 1 ][ 2 ][ 3 ][ 4 ][ 5 ] - - [ 237 ][ 238 ]