Forum OSKKO - wątek

TEMAT: oświatowy przegląd prasy
strony: [ 1 ][ 2 ] - - [ 31 ][ 32 ][ 33 ] - - [ 177 ][ 178 ]
Majka27-02-2007 20:12:47   [#1551]
"Przyjęliśmy standardy edukacyjne dotyczące liczby uczniów w szkołach, ustaliliśmy kwoty na ucznia w poszczególnych typach szkół i wychowanka w przedszkolach."

Ktoś wie, jakie to liczby?  
"Pieniądz za uczniem" kojarzy mi się z zatłoczonymi klasami. Może niesłusznie ?
Marek Pleśniar27-02-2007 20:16:39   [#1552]

to "model włoski"

oznacza klasy zatłoczone po sufit

oni tak mieli

zrobili sobie to i mieli

Gaba27-02-2007 20:30:34   [#1553]

ale proszę, bym nie musiała przyjmować ponad normę, ja wręcz błagam!!!

Gdy są zamknięte już listy... ponadnormatywnych chcę odsyłac do szkoły obok... gdzie będą miejsca... To nie jest tak, ze chcę koledze czy koleżance odebrać dzieci - niektorzy robią wszystko, by sie dostać do tej właśnie szkoły - przemeldowują się, wynajmują mieszkanie...

Majka27-02-2007 23:20:36   [#1554]
Rada pedagogiczna I LO utrzymała w mocy swoją decyzję o skreśleniu z listy uczniów trzech maturzystów i dwóch pierwszoklasistek, mimo że kuratorium wcześniej ją uchyliło. Młodzi wylecieli, bo pili alkohol na wycieczce szkolnej.

O sprawie "jedynki" pisaliśmy w styczniu. Uczniowie pojechali na wycieczkę do Głuchołaz. Jeszcze przed wyjazdem podpisali zobowiązanie, że nie będą pić alkoholu. Słowa nie dotrzymali. Dwie pierwszoklasistki już drugiej nocy wylądowały na pogotowiu po imprezie w pokoju maturzystów.

Po powrocie rada pedagogiczna zdecydowała o skreśleniu całej piątki winowajców z listy uczniów. Rodzice byli oburzeni przeprowadzeniem rady pedagogicznej, którą uznali za "sąd nad dziećmi, których nikt nie odważył się obronić" i ostateczną decyzją nauczycieli i dyrekcji.
Odwołali się w dolnośląskim kuratorium oświaty. W swoim liście wymienili nieprawidłowości, które ich zdaniem miały miejsce podczas wycieczki do Głuchołaz.

Twierdzili m.in., że winni są także opiekunowie, którzy nie dopilnowali młodzieży. Sprawa wzbudziła kontrowersje. Licealiści z innych szkół na forum internetowym bronili kolegów z "jedynki". Pojawiły się też krytyczne uwagi. Dolnośląska kuratorka uchyliła zaskarżoną decyzję i przekazała ją szkole do ponownego rozpatrzenia.

Komentuje Maciej Osuch, rzecznik praw ucznia z Biura Rzecznika Praw Obywatelskich: Upieram się, że wyrzucenie ze szkoły to kara zarezerwowana dla drastycznych przypadków. Tu chodziło chyba o to, żeby udowodnić, że nauczyciel ma zawsze rację.
http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,3950290.html
zgredek27-02-2007 23:21:51   [#1555]

z projektu rozporządzenia o podstawie programowej

§ 2. Przepisy

§ 1 pkt 2 niniejszego rozporządzenia w zakresie działu „I Etap

Edukacyjny klasy I-III Kształcenie Zintegrowane”, w cz

ęści dotyczącej języka obcego,

stosuje si

ę począwszy od roku szkolnego 2008/2009.
Gaba28-02-2007 02:03:54   [#1556]
picie alkoholu jest drastycznym przypadkiem, czy RP jest sądem nad uczniami - tak.
grażka28-02-2007 07:57:43   [#1557]

Uczniowie masowo rezygnują z ambitnej matury

Aleksandra Pezda 2007-02-28, ostatnia aktualizacja 2007-02-27 22:10

Centralna Komisja Egzaminacyjna podsumowała właśnie deklaracje maturzystów 2007: jakie przedmioty i na jakim poziomie wybrali. Porównanie z zeszłym rokiem wypada źle: znacznie mniej zdecydowało się na maturę na tzw. poziomie rozszerzonym (patrz tabelka).

ZOBACZ TAKŻE

Ilu uczniów wybiera trudniejszą maturę?
Ilu uczniów wybiera trudniejszą maturę?
1-->
Dotyczy to nie tylko przedmiotów do wyboru (np. matematyki: spadek z 78 do 53 proc. wśród zdających ten przedmiot), ale też obowiązkowego polskiego. Rok temu rozszerzony polski zdawało 27 proc., teraz ledwie 11 proc. A maturzysta, który ograniczy się do poziomu podstawowego, nie musi znać "Mistrza i Małgorzaty" ani nawet wszystkich "Trenów" Kochanowskiego. Nie musi wiedzieć, co to jest metafora - wystarczy, że wykaże się tzw. rozumieniem tekstu.

Czyżby uczniowie stracili ambicje?

Nie, to min. Roman Giertych zmienił we wrześniu zasady matury. Wcześniej wszyscy musieli zdawać egzamin podstawowy, a chętni - dodatkowo - rozszerzony.

Teraz muszą wybrać: albo podstawowy, albo rozszerzony. Dzięki temu matura ma być tańsza, a wyniki wcześniej znane.

Ale Giertych zmienił zasady tak późno, że uczelnie nie mogły już dostosować do nich zasad rekrutacji i niektóre nadal wymagają matury na obu poziomach.

Minister zaproponował więc przelicznik: tym, którzy zdali egzamin trudniejszy, na świadectwie szkoła dopisze - według tabelki - wynik z podstawowego, chociaż go nie zdawali.

Rzecz w tym, że ten przelicznik jest niesprawiedliwy - zaniża oceny z poziomu rozszerzonego! Wybór trudniejszej matury to dla ambitnego ucznia ryzyko porażki w rywalizacji z maturzystą, który dobrze wypadł na łatwiejszym poziomie podstawowym. A wynik matury decyduje dziś o wstępie na studia.

- Maturzyści są racjonalni. Zaryzykują poziom rozszerzony, tylko jeśli uczelnia tego wymaga - uważa Dominik Batorski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, który badał skutki wprowadzenia przelicznika.

Irena Dzierzgowska, współtwórca systemu nowych matur w rządzie AWS-UW: - Już się nie opłaca być ambitnym. To obniży poziom wykształcenia.

Min. Giertych był wczoraj niedostępny. Lakonicznie komentował wiceminister Mirosław Orzechowski: - Wybór poziomu egzaminu jest indywidualnym wyborem zdających.

Martwią się rektorzy. - Maturzyści będą gorzej przygotowani do studiów - mówi prof. Jan Krysiński z Politechniki Łódzkiej, przewodniczący komisji edukacji Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Barbara Czarnecka-Cicha, kierownik wydziału matur Centralnej Komisji Egzaminacyjnej: - Cóż, tu chodzi o strategię maturzysty. A może na prestiżowe kierunki warto by wymagać wyłącznie poziomu rozszerzonego?

ŹRÓDŁO:

bogna28-02-2007 08:44:51   [#1558]
"Gazeta Krakowska": Po hydraulikach i lekarzach za granicę wyjadą polscy maturzyści. Wysłannicy zachodnich szkół wyższych pojawili się w Krakowie i werbują chętnych. Tymczasem polskie uczelnie lekceważą konkurencję.
Według niej, krakowskim uczelniom może zabraknąć studentów. Polskie szkoły wyższe przegrywają bowiem z zachodnimi. Uniwersytety z całego świata w tym roku zaczęły szczególnie mocno promować się w szkołach średnich Krakowa. Z zachodniej oferty może skorzystać około 20 proc. maturzystów. Młodzi ludzie zainteresowani wyjazdem liczą na karierę naukową, bardziej dynamiczną niż przesiadywanie w Bibliotece Jagiellońskiej. Mają też nadzieję na dobrze płatną pracę w Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemczech.

Oferty zagranicznych uniwersytetów - nie tych słynnych, lecz raczej mniejszych uczelni technicznych - pochodzą przede wszystkim z Wielkiej Brytanii, ale i z Francji, Niemiec, Holandii i Portugalii. Nie kończy się na ulotkach i plakatach. Do krakowskich liceów przyjeżdżają zachodni wykładowcy. "Propozycji jest tak wiele, że zmuszeni jesteśmy odrzucać oferty kolejnych spotkań" - mówi "GK" Małgorzata Szostakowicz-Kwarciak, zastępca dyrektora X LO w Krakowie. - Ciekawe, że żadna z krakowskich uczelni nie pokusiła się, żeby pokazać się w naszej szkole. Nawet Politechnika Krakowska, którą mamy po sąsiedzku - dodaje. Propozycje z zagranicy są kuszące i krajowe oferty nie mogą się z nimi równać. To już nie są kosztowne studia tylko językowe. - Widać, że na Zachodzie potrzeba specjalistów w dziedzinie nauk ścisłych - zauważa Grażyna Tomaszewska, wicedyrektor VIII LO w Krakowie. Uczelnia z Bradford proponuje studia w kierunkach archeologia, inżynieria, projektowanie i technologia, opieka zdrowotna, informatyka, nauki biomedyczne, kryminalistyka i medycyna sądowa, a nawet stosunki międzynarodowe. Na tym ostatnim kierunku, na UJ, było w ub.r. aż 10 kandydatów na jedno miejsce. Tymczasem w Anglii, żeby się dostać, trzeba zdać egzamin łatwiejszy, niż nasza matura - pisze "Gazeta Krakowska".
Ewa 1301-03-2007 07:03:39   [#1559]

prawdopodobnie pierwsza tego typu sprawa w kraju

Mama przeciw władzy

Małgorzata Radziszewska, w imieniu dziesięcioletniej córki, pozwała władze Szczecina do sądu za likwidację jej szkoły.

To prawdopodobnie pierwsza tego typu sprawa w kraju. Pozew Ali Radziszewskiej jest już w sądzie cywilnym w Szczecinie. Dziewczynka twierdzi, że radni miasta naruszyli jej dobra osobiste, głównie zdrowie. Chce, aby sąd zmusił ich do uchylenia uchwały o zamiarze likwidacji jej szkoły. Domaga się też 10 tys. zł zadośćuczynienia.
Ze względu na wiek dziewczynkę reprezentuje mama Małgorzata. Doradza im jeden z najlepszych szczecińskich prawników - mec. Dariusz Jan Babski.
- Moja córka jest chora - mówi Małgorzata Radziszewska. - Ma porażenie ruchowe. Posiada orzeczenie o niepełnosprawności. Jeśli nie będzie mogła chodzić do tej szkoły to jej stan zdrowia się pogorszy. Ma problemy z przystosowaniem się do nowych warunków. Ten pozew to akt desperacji przeciwko nieludzkim decyzjom władz miasta.
W pozwie o naruszenie dóbr osobistych czytamy:
- Likwidacja szkoły pociąga za sobą zaburzenia w rozwoju psycho-ruchowym dziecka, a więc narusza jego dobra osobiste.

* OPINIA EKSPERTA
Alicja Maria Jankowska, psychoterapeuta
- Nie dziwię się rodzicom, że są zrozpaczeni i zdesperowani. Szkoły integracyjne to świetny pomysł dla uczniów. Uczą się tolerancji i wrażliwości kontaktując się z osobami niepełnosprawnymi. Także dla tych ostatnich to ważne doświadczenie. Nie znam się na ekonomii. Pewnie władza ma swoje powody, by zamykać szkoły integracyjne. Ale czy są to dostateczne powody, by tak stresować te dzieci? Mam wątpliwości.

Żyje dzięki integracji

Ala od kilku dni nie wychodzi z domu. Choruje. Na co dzień uczęszcza do Szkoły Podstawowej nr 21 przy ul. Jaworowej w Szczecinie. Jest w drugiej klasie, choć powinna być już w trzeciej.
- Musieliśmy posłać ją o rok później, bo lekarze stwierdzili, że w wieku siedmiu lat nie da sobie jeszcze rady - tłumaczy mama dziewczynki.

Szkoła na ul. Jaworowej ma charakter integracyjny. Dzięki temu klasy są mniej liczne i uczą się w nich razem dzieci zdrowe i niepełnosprawne.
- To fajna sprawa, bo bardzo się wszyscy lubimy i pomagamy sobie. Chcielibyśmy, aby szkoła nadal istniała - mówi 9-letnia Aurelia Laskowska, koleżanka Ali.
Klasy już pełne
Według Małgorzaty Radziszewskiej córka bardzo przeżywa zamieszanie związane z likwidacją szkoły.
- Boję się, że zamknie się w sobie. Zmiana środowiska źle wpłynie na jej zdrowie. Nie wiem jak bardzo, bo trudno to ocenić. Ma ogromne opory przed kontaktami z nowymi osobami. W tej szkole czuje się bezpiecznie - dodaje.
Zwraca uwagę na kolejny problem. W Szczecinie jest kilka innych szkól integracyjnych. Nabór do nich już się zakończył.
- To małe specyficzne klasy i nikt nie będzie chciał ich poszerzać, bo zaburzy to rytm pracy. Wcale się nie dziwię. Ale gdzie moje dziecko ma pójść do szkoły, jak zamkną naszą? - pyta Radziszewska.
Kolejne pozwy gotowe
Jeszcze w tym tygodniu do sądu mają trafić pozwy kolejnych uczniów ze szkoły przy ul. Jaworowej. Będą ich reprezentować rodzice.
- Taki wniosek złożę w najbliższych dniach - zapewnia Anna Łoś ze Szczecińskiego Komitetu Obrony Dzieci. - Rozumiemy, że tylu szkół w mieście nie da się utrzymać i część z nich musi być zamknięta. Ale nasza szkoła nie jest zwyczajna. Tu chodzą dzieci niepełnosprawne wymagające szczególnej opieki.
Rodzice zapewniają, że pieniądze za ewentualne zadośćuczynienie przekażą na potrzeby szkoły.

Zdecyduje kurator
Uchwały o zamiarze likwidacji dwudziestu trzech szkół w Szczecinie radni podjęli tydzień temu. Ostateczna decyzja należy do kuratora. Ma na to miesiąc.
Maciej Kopeć zapowiedział, że spotka się z rodzicami uczniów, którzy mają nadzieję na uratowanie placówek.
- Liczymy, że nasze argumenty go przekonają. Chodzi o dzieci, które czeka trudne życie. To nie ich wina, że są chore - mówi mama Ali.

http://www.gs24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070228/SZCZECIN/70228035

malmar1501-03-2007 08:08:49   [#1560]

Wielka reforma nauki - koniec z pracami magisterskimi

Wprowadzenie trzech szczebli kształcenia wyższego, łączenie uniwersytetów, rewizja nazw i liczby kierunków studiów oraz wprowadzenie tzw. kształcenia zamawianego i rozszerzonego egzaminu zamiast pisemnej pracy magisterskiej - to, jak pisze "Gazeta Prawna", najważniejsze zmiany, jakie czekają w najbliższym czasie polski system szkolnictwa wyższego.

- Planujemy wielką reformę nauki - zapowiadał Jarosław Kaczyński tuż po przeglądzie wszystkich resortów swojego gabinetu.

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSzW) już przygotowało założenia do nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym. Jej celem ma być zunifikowanie polskiego systemu kształcenia studentów ze standardami zachodnioeuropejskimi, przystosowanie edukacji wyższej do potrzeb rynku pracy oraz do Strategii Lizbońskiej, zgodnie z którą rozwój gospodarczy i postęp technologiczny państw jest niemożliwy bez ścisłej współpracy nauki i gospodarki

- Kształcenie wyższe musi odgrywać istotną rolę w rozwoju kraju - mówi wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Stefan Jurga.

Zgodnie z założeniami do ustawy, organizacja studiów w Polsce ma być dostosowana do zasad zawartych w Deklaracji Bolońskiej - dokumentu zawierającego listę zadań, których spełnienie prowadzi do zbliżenia systemów szkolnictwa wyższego krajów europejskich i powstania Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego. W praktyce oznacza to kształcenie na trzech szczeblach studiów: zawodowym (zakończonym uzyskaniem tytułu licencjata lub bakałarza), magisterskim oraz - to nowość - doktorskim.

Ujednolicony system kształcenia ułatwiałby uznawanie kwalifikacji polskich absolwentów w całej Europie.

Resort nauki chce także stworzyć przepisy, umożliwiające przyznawanie tytułu zawodowego magistra na podstawie rozszerzonego egzaminu magisterskiego, a nie pisemnej pracy magisterskiej. W opinii ministerstwa bardzo często prace te są niesamodzielne.

Źródło informacji: PAP

malmar1501-03-2007 08:28:58   [#1561]

Brutalna bójka gimnazjalistów tylko "na niby"

Gimnazjaliści z Oławy zaaranżowali bójkę, nagrali ją na wideo, a film chcieli sprzedać stacjom telewizyjnym i zamieścić na płatnych stronach internetowych. Jak czytamy w "Słowie Polskim Gazecie Wrocławskiej", chłopcom grozi pobyt w poprawczaku.

Rozwścieczony uczeń trzeciej klasy gimnazjum kopie w twarz o rok młodszego kolegę. Ten zaciska pięść i odpowiada serią ciosów w brzuch. Obaj upadają i szarpią się bez opamiętania. To tylko jeden z kadrów filmu nakręconego przez gimnazjalistów z Oławy. Nagranie trwa ok. trzy minuty. - Film jest bardzo brutalny. Chłopcy nie bili się na żarty. To cud, że nikomu nic poważnego się nie stało - opowiada policjant z oławskiej komendy.

Uczniowie umówili się we wczesne piątkowe popołudnie. Spotkali się kilkaset metrów od szkoły. Na "plac boju" wybrali się dużą grupą. Bitwie przyglądało się kilkudziesięciu uczniów z kilku klas. Wszyscy byli wyraźnie rozbawieni. Nikt nie próbował rozdzielić walczących nastolatków.

- To był szok. Ci walczący chłopcy, to jedni z najlepszych uczniów. Wzorowe zachowanie, średnia powyżej 4,75 - przyznaje dyrektor Gimnazjum nr 2 w Oławie, Ireneusz Pętal. To on zawiadomił policję, gdy tylko w szkole zaczęły krążyć opowieści o bitwie. Kilka dni później ktoś podrzucił do jego gabinetu płytę z nagraniem.

Policja jest niemal pewna, że bijący się chłopcy byli tylko aktorami. - Na filmie wyraźnie widać, że wszystkim kieruje pięciu innych nastolatków. To oni podjudzają uczestników bójki, a gdy ci opadają z sił, polecają kończyć spotkanie - opowiada gazecie policjant.

Śledczy podejrzewają, że chłopcy chcieli zarobić na nagraniu. - Mamy sygnały, że próbowali sprzedać je ogólnopolskim stacjom telewizyjnym. Myśleli też o zamieszczeniu go na płatnych stronach internetowych - mówi policjant.

Film nie trafił do internetu. Oglądała go jednak większość uczniów gimnazjum. Teraz nikt się do tego nie przyznaje. Uczniowie skasowali nagranie, gdy zaczęła się nimi interesować policja.

Sprawą zajął się sąd. Tylko jeden z organizatorów bójki odpowie jak dorosły - ma 17 lat. Pozostali, młodsi, staną przed sądem dla nieletnich. Grozi im pobyt w poprawczaku - pisze "Słowo Polskie Gazeta Wrocławska".

Źródło informacji: INTERIA.PL/PAP

-->
Marek Pleśniar01-03-2007 08:31:48   [#1562]

źle robią chłopaki

ale ciągfle teraz słyszę o tym poprawczaku

trzeba chyba dobudować parę jak tak wszystkich tam będą zsyłać

annah01-03-2007 09:07:38   [#1563]
Dziennik Polski: Dzieci nauczycieli mają łatwiej?
2007-03-01 06:49


Według "Dziennika Polskiego", nauczycielskie dzieci wciąż mogą liczyć na fory podczas rekrutacji do niektórych szkół i przedszkoli. - To niezgodne z obowiązującym prawem - podkreśla małopolskie kuratorium oświaty.


Art. 59 mówiący o tym, że dzieciom nauczycieli przysługuje prawo pierwszeństwa w przyjęciach do przedszkoli, internatów, burs oraz szkół ponadpodstawowych zniknął z Karty Nauczyciela trzy lata temu. Zapis ten obowiązywał przez 70 lat.

Mimo iż zapis ten już nie obowiązuje, wielu dyrektorów wciąż wprowadza go do statutu zarządzanych przez siebie placówek. - Nauczyciele mają coraz mniej przywilejów i coś takiego im się po prostu należy - mówi dyrektorka Przedszkola nr 4 w Stalowej Woli (woj. podkarpackie) Maria Zubrzycka.

Przyznaje, że jeszcze nigdy nie musiała z zapisu korzystać, ale być może będzie musiała po niego sięgnąć w tym roku. - Rekrutacja dopiero się zaczęła, a my już mamy 78 zgłoszeń, tymczasem miejsc jest 50 - podkreśla.

Podobne zapisy widnieją w statutach i regulaminach m.in. Przedszkola nr 9 w Raciborzu, Szkoły Podstawowej nr 8 w Zgierzu, a także Zespołu Szkół Zawodowych nr 1 w Krakowie. - Nasz regulamin przyjmowania uczniów do klas pierwszych jest oparty na wytycznych z ministerstwa edukacji - mówi wicedyrektorka ZSZ nr 1 w Krakowie Jadwiga Klaja.

Tymczasem - pisze "Dziennik Polski" - ministerialne rozporządzenia w sprawie warunków przyjmowania uczniów do szkół nie wspomina, że dzieciom nauczycieli przysługują jakieś przywileje. - A każdy zapis regulaminu sprzeczny z tym rozporządzeniem jest niezgodny z prawem - podkreśla dyrektor Wydziału Kształcenia Ponadgimnazjalnego i Ustawicznego w małopolskim kuratorium oświaty Janusz Szklarczyk. - Będziemy rozmawiali w tej sprawie z dyrektorem szkoły - dodaje.

Klaja: - Nie boimy się zarzutów o bezprawne działania, bo i tak rzadko korzystamy z tego zapisu. Nasza szkoła reprezentuje średni poziom, a dzieci nauczycieli idą zwykle do dobrych liceów.

http://wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8435
Marek Pleśniar02-03-2007 09:03:01   [#1564]

Kształcenie nauczycieli

WARSZAWA Uniwersytety Warszawski, Wrocławski, Adama Mickiewicza w Poznaniu i Jagielloński postanowiły przygotować projekt standardów kształcenia nauczycieli alternatywny do propozycji przedstawionej przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego. Przedstawiciele czterech największych polskich uniwersytetów są poważnie zaniepokojeni projektem RGSW. Zostały w nim zachwiane proporcje godzinowe między zajęciami pedagogiczno-psychologicznymi a przygotowaniem do nauczania określonego przedmiotu. Realizacja takich standardów obniży poziom wykształcenia nauczycieli. Czy uniwersytety mogą dawać dyplom nauczycielowi np. matematyki, który w toku studiów miał ok. 400 godzin pedagogiki, a tylko 360 godzin matematyki? – niepokoili się senatorowie UWr., którzy decyzje w sprawie opracowania nowych standardów podjęli 24 stycznia. Senat UW przyjął stanowisko w tej sprawie już 17 stycznia.

Forum Akademickie

cynamonowa03-03-2007 02:42:47   [#1565]
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3959990.html
grażka03-03-2007 07:59:29   [#1566]
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070303/kraj/kraj_a_10.html
Majka03-03-2007 09:21:46   [#1567]

grażki link

http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070303/kraj/kraj_a_10.html
Trybunał Konstytucyjny uznał, że amnestia maturalna była nielegalna. Czy MEN znalazło sposób na obejście wyroku?
Propozycja jest taka: ze wszystkich zdawanych przedmiotów uczeń musi zdobyć łącznie przynajmniej 30 proc. punktów (do tej pory musiał mieć 30 proc. z każdego egzaminu). I będzie mieć zaliczoną maturę, nawet gdy z jednego przedmiotu dostanie ledwie 20 proc. punktów (taryfa ulgowa ominie jedynie język polski)."

Przyznaję, że nie mogę się doliczyć: uczeń zdaje 3 egzaminy. Z dwóch musi mieć łącznie 30%. Czyli co? Po 15% i zdana matura???
Majka03-03-2007 09:59:12   [#1568]
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_070302/kraj/kraj_a_2.html

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma powstać jeszcze w tym roku - projekt ustawy, która je powołuje, przygotowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, trafił właśnie do Sejmu.
To będzie nowoczesna instytucja usprawniająca prace badawcze - zachwala pomysł Ewa Kafarska, rzecznik ministra nauki. -Przy jego tworzeniu czerpaliśmy z wzorców zagranicznych. Najwięcej z norweskich.

Powołanie Centrum to dopiero początek zmian w nauce, które zapowiada PiS. Resort nauki przygotowuje dwie kolejne ustawy: o finansowaniu badań jednostek badawczo-rozwojowych i o powołaniu Agencji Badań Poznawczych (ma się zajmować badaniami w dziedzinach, które nie będą przekładać się na nowe technologie, np. historycznymi). Projekt pierwszej z nich w ciągu kilku miesięcy ma trafić do Sejmu.

Resort nauki nie zdradza, jakie rozwiązania znajdą się w obu przepisach, ale nie jest tajemnicą, że PiS chce znacznie zmniejszyć rolę Polskiej Akademii Nauk. Mówił o tym premier Jarosław Kaczyński, podsumowując w połowie lutego dokonania resortów.

Dlaczego PiS tak zależy na zmianach? Bo premierowi nie podoba się komunistyczny rodowód akademii, która powstała w 1951 roku i przez lata funkcjonowała jako instytucja rządowa.
- Ten mechanizm stworzony wedle wzorów radzieckich, dokładnie z Moskwy, ma zostać zlikwidowany -mówił Jarosław Kaczyński."

Ale argument :(
Marek Pleśniar03-03-2007 10:20:09   [#1569]

najwięcej z norweskich:-))))))

to restauracja PRL. Już wtedy były takie zakusy na PAN.

Marek Pleśniar03-03-2007 10:23:23   [#1570]

Nauczycielka, która ośmieliła się postawić mojemu synowi jedynkę, nie ma prawa go uczyć - uznał dyrektor siedleckiej delegatury kuratorium oświaty. Gdyby nie bunt młodzieży, dopiąłby swego

Zobacz powiekszenie
II Liceum Ogólnokształcące im. Św. Królowej Jadwigi w Siedlcach
var rTeraz = new Date(1172913448228); function klodka (ddo) { if (rTeraz.getTime()>=ddo.getTime()) document.write(''); }
0-->
Liceum im. Królowej Jadwigi to najlepsza z siedleckich szkół średnich i jedna z najlepszych na Mazowszu. Ponad 80 proc. absolwentów dostaje się na studia. Adam Skup, dyrektor siedleckiej delegatury kuratorium oświaty i działacz PiS, wiedział, co robi, właśnie tu umieszczając swojego syna. Niestety, Dawid skończył pierwszy semestr z nieszczególnymi ocenami. Najgorzej wypadł z fizyki. Dyrektor Skup uznał, że jedynka dla jego syna to skandal. Wezwał więc dyrektora liceum. - Zasugerował, bym zrobił coś z profesorką uczącą fizyki w klasie Ib - przyznaje Tadeusz Koczoń, dyrektor liceum. - Takie naciski to nie pierwszyzna, zresztą pojawiają się w całej Polsce.

Początkowo uległ. Zwolnić Ewy Jagodzińskiej, nauczycielki fizyki, nie mógł, bo jest tuż przed emeryturą. Postanowił ją przesunąć do innej klasy. W środę licealiści zamiast z Jagodzińską mieli lekcję fizyki z nowym profesorem. Dwie godziny później wiedzieli już, dlaczego tak się stało. Postanowili działać. W czwartek zbierali podpisy pod petycją w obronie Jagodzińskiej. Wczoraj wręczyli ją dyrektorowi. - Skoro prawie cała klasa podpisała się pod prośbą, by nie zmieniać im profesorki, musiałem ulec - przyznaje Tadeusz Koczoń.

Szef delegatury kuratorium twierdzi, że sytuacja w Królówce to dla niego nowina. - Nie wiem, by cokolwiek złego tam się działo - zapewnia Adam Skup. Zaprzecza, by kiedykolwiek naciskał na dyrektora liceum. - Mieliśmy rozmowę dotyczącą oceny jego pracy i niezadowolenia uczniów pewnych klas z powodu wyników z pewnych przedmiotów. Podpowiadałem, że zmiana nauczycieli byłaby sprawdzianem tego, czy to uczniowie się nie uczą, czy zawinili prowadzący lekcje - tłumaczy.

Przekonuje, że nigdy nie występował przeciwko nauczycielce fizyki. - Nie mam do niej żalu, że postawiła synowi jedynkę. Widać się nie uczył. Jest jeszcze drugi semestr - mówi.

Jeszcze w marcu zostanie wybrany nowy dyrektor Królówki. Jednym z kandydatów jest Tadeusz Koczoń. W 12-osobowej komisji konkursowej będzie po trzech przedstawicieli dyrektora delegatury kuratorium i prezydenta Siedlec. Obydwaj są działaczami PiS. Dyrektor liceum zdaje sobie sprawę, że odmawiając prośbie dyrektora Skupa, prawdopodobnie pogrzebał swoje szanse. - Trudno, nie muszę być dyrektorem - mówi Koczoń.

Skup uważa, że wrzenie w Królówce to element gry. - Przed konkursem na dyrektora kandydatom puszczają nerwy. Młodzież jest wciągana w dziwne gry, a to niesmaczne - dodaje.

Nauczyciele Królówki są zgodni, że petycja licealistów pozwoliła ocalić honor szkoły. - Pierwotną decyzję dyrektora uważaliśmy za przejaw serwilizmu. Uleganie naciskom władzy z powody jednego ucznia, któremu nie chce się uczyć, to była kompromitacja - przekonuje jeden z pedagogów
hania03-03-2007 10:34:11   [#1571]
a Tadeusz K to chyba nasz? w Miętnem był w tamtym roku zdaje się......
Marek Pleśniar03-03-2007 10:43:00   [#1572]

kurcze

Marek Pleśniar03-03-2007 10:44:31   [#1573]

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75248,3960142.html

Awantura zamiast mundurków

Aleksandra Pezda, wbs 2007-03-03, ostatnia aktualizacja 2007-03-02 23:08

Sejm zaostrzył w piątek kontrolę rządu nad dyrektorami szkół i kuratorami. A potem PiS i LPR pokłóciły się o mundurki. Padły groźby zerwania koalicji i wyborów

Zobacz powiekszenie
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
W pielgrzymowickiej podstawówce w mundurkach chodzą na razie uczniowie. Wkrótce włożą je także nauczyciele
var rTeraz = new Date(1172913950979); function klodka (ddo) { if (rTeraz.getTime()>=ddo.getTime()) document.write(''); }
1-->
Nie weszła w piątek nowelizacja ustawy o systemie oświaty min. Romana Giertycha, chociaż Sejm pracował na nią w najwyższym pośpiechu. Rano, w trzy godziny uwinęła się z 47 poprawkami nadzwyczajna komisja ds. solidarnego państwa, po południu Sejm przystąpił do głosowania. O godz. 20.30 zostało już tylko przegłosowanie całej ustawy. Ale na sali nie było kworum. Opozycja zbojkotowała głosowanie, a koalicyjnych posłów było za mało.

Ustawa zawiera sztandarowe idee Giertycha. M.in. wprowadzenie mundurków, program "Tani podręcznik", zwiększenie kontroli nad kuratorami i dyrektorami szkół. Giertych uparł się, żeby nad ustawą pracowała nadzwyczajna komisja, złożona wyłącznie z posłów koalicji, by ominąć w decyzjach opozycję.

Głosowanie w komisji wyglądało tak: poseł odczytywał poprawkę, a jeśli przedstawiciel rządu mówił, że jest "za", posłowie głosowali "za". Głosowanie w Sejmie szło według podobnego przepisu: poprawki opozycji były odrzucane, a komisji przyjmowane. Z dwoma wyjątkami

Poróżniły ich mundurki

Na wniosek LPR komisja przyjęła, że w podstawówkach i gimnazjach mundurki będą obowiązkowe. Jednak w Sejmie poprawka nie przeszła: 227 posłów było przeciw, tylko 156 "za". Na sali zawrzało. Wicepremier Giertych zażądał spotkania z premierem Kaczyńskim. W sobotę zbierze się w trybie nagłym zarząd LPR.

- Koledzy z PiS powiedzieli, że się pomylili. Ale kilkudziesięciu? - mówi jeden z liczących się posłów LPR. Inny dodaje - Liderzy też się pomylili?

- Obowiązkowy mundurek nie jest częścią umowy koalicyjnej, nie musimy go popierać - mówi jeden z liderów PiS. - Jesteśmy zmęczeni utarczkami z Giertychem. Jak postawi sprawę na ostrzu noża, to premier może powiedzieć "wybory"

- Albo PiS się zmieni, albo koalicji nie będzie. Po co nam ona, jeśli nasze postulaty przepadają. A to była najważniejsza ustawa dla premiera Giertycha - powiedział nam wiceprzewodniczący klubu LPR Robert Strąk.

Poprawka PiS przeciwko wtórnemu rynkowi

Drugie zamieszanie wywołał ministerialny program "Tani podręcznik". W założeniu miał doprowadzić do obniżenia cen podręczników. Tylko jak? Propozycja MEN oznaczała, że szkoły będą mogły zmieniać podręczniki nie częściej niż co 12 lat. Komisja uznała, że to błąd i poprawiła to tak: "Szkolny zestaw podręczników obowiązuje przez cały etap kształcenia określonego typu szkoły". To oznaczałoby, że każdy rocznik uczniów dostaje swój zestaw podręczników. Gdzie tu więc miejsce na tańsze książki, skoro młodsi uczniowie nie mieliby kupować podręczników od starszych?

Po kilku godzinach PiS zrozumiał konsekwencję poprawki i wycofał ją. Żeby poprawić zapis MEN, przyjął poprawkę PO.

Krystyna Szumilas (PO), przewodnicząca sejmowej komisji edukacji:- Gdyby prace nad tą ustawą toczyły się normalnym trybem, bylibyśmy po dyskusjach i kontrowersje dawno byśmy załagodzili.

Co uchwali Sejm w środę lub czwartek.

Po przeróbkach z piątku projekt zakłada

• zmianę trybu wyboru dyrektora szkoły. Wpływa na ich wybór zyskają kuratorzy. Obecnie to samorząd wybiera dyrektora w konkursie, a kurator może tylko zgłosić uzasadnione weto. Ustawa zakłada, że samorząd razem z kuratorem wybiorą w konkursie dyrektora szkoły. -To postępująca centralizacja władzy - mówi posłanka PO Krystyna Szumilas.

• wpływ rządu na wybór kuratora. Projekt zakłada, że do komisji wy wybierających kuratorów tylu przedstawicieli MEN i wojewodów, że samorząd i związki zawodowe tracą wpływ. Minister argumentuje: - MEN musi mieć wpływ na realizację polityki rządu w terenie.

•  jednolity strój. Dyrektor szkoły z radą rodziców może, ale nie musi go wprowadzić. Mogą to być więc i zwykłe granatowe sweterki, i szyte na miarę fartuszki - wzór określi szkoła z rodzicami..

•  podręczniki. Do końca maja szkoły nauczyciele wybiorą jeden podręcznik z każdego przedmiotu dla całego rocznika. Zmiany możliwe najwcześniej po trzech latach.
Majka03-03-2007 11:14:02   [#1574]
(...)Po kilku godzinach PiS zrozumiał konsekwencję poprawki i wycofał ją.(...)

Może by tak podebatować i nad maturami?
Jest szansa, że "po kilku godzinach zrozumieją konsekwencje" i wycofają?
jerzyk03-03-2007 13:44:35   [#1575]

http://wiadomosci.wp.pl/kat,,statp,UG9sZWNhbXk%3D,wid,8755048,wiadomosc.html

Nie będzie szkół o zaostrzonym rygorze

Kontrowersyjny wygląd dozwolony
(fot. Fotorzepa)


To miał być bicz na szkolnych chuliganów i sztandarowy pomysł Romana Giertycha. Zamknięta szkołą z internatem, ze specjalnym nadzorem pedagogicznym i zwiększoną dyscypliną. To do takich ośrodków mieli trafiać uczniowie, z którymi nie potrafią poradzić sobie nauczyciele w "zwykłych" szkołach. Skończyło się na deklaracjach.

Do gmin, które miały stworzyć takie specjalne placówki, nie trafiły żadne wytyczne z ministerstwa edukacji. A zgodnie z prawem oświatowym, od podjęcia decyzji o uruchomieniu szkoły do pierwszego w niej dzwonka, musi upłynąć co najmniej 6 miesięcy.


REKLAMA Czytaj dalej

NPB("005");


if (NJB('srodtekst')) { document.getElementById('rekSrd05').style.display='block';} Ten czas potrzebny jest gminom po to, by znaleźć i dostosować budynek na potrzeby szkoły, skompletować grono nauczycielskie czy powołać dyrektora. I termin właśnie minął wczoraj.

Andrzej Tomczak, dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu w Poznaniu, przyznaje, że wielokrotnie próbował dowiedzieć się czegokolwiek na temat tzw. ośrodków wsparcia wychowawczego. Bezskutecznie. W Ministerstwie Edukacji Narodowej panuje pełna dezorientacja. Nikt nie wie gdzie będą działać spec-szkoły, ani jakie będą zasady naboru uczniów. Nikt też nie zda odpowiedzi na pytanie kto będzie finansował szkoły.

Suchej nitki na Romanie Giertychu nie zostawiają psychologowie. Ewa Czemierowska ze Stowarzyszenia Psychoprofilaktyki Szkolnej "Spójrz Inaczej" twierdzi, że niewiele szkół w Polsce jest przygotowanych do tego, by świadczyć profesjonalna pomoc psychologiczną dla tzw. "trudnych uczniów". - Gdyby takie placówki miały zacząć działać od września, to już teraz kadra powinna się kształcić - podkreśla Czemierowska.

Prof. Edmund Wittbrodt, senator i były szef resortu edukacji cieszy się, że ministrowi edukacji nie udało się stworzyć szkół dla trudnej młodzieży: - W cywilizowanym świecie dąży się do tego, by ich przystosować do życia w społeczeństwie, a nie skazywać na izolacje - tłumaczy.

Falstart z ośrodkami wsparcia wychowawczego to nie jedyny nie zrealizowany pomysł Romana Giertycha. Chciał przyznać nauczycielom statusu funkcjonariuszy publicznych, zapowiadał obniżkę cen podręczników. Żaden z tych pomysłów nie doczekał się realizacji.

Magdalena Baranowska-Szczepańska
Marek Pleśniar03-03-2007 13:45:54   [#1576]

co kadra kształcić co kadra. Nie trzeba  żadnej kadry

przecież to mieli być wojskowi z Iraku

a może kto wie, nawet talibowie

Małgoś03-03-2007 21:55:56   [#1577]

Czyżby RG wypadł z orbity łask?

Co krok to kłoda...

tyle się pomysłów namarnowało ;-)

annah05-03-2007 09:42:21   [#1578]

Gimnazjum: Nie zrezygnujemy z Miłosza

Ireneusz Dańko, Kraków 2007-03-05, ostatnia aktualizacja 2007-03-04 20:02

Ale na razie poeta i noblista Czesław Miłosz nie zostanie na razie patronem gimnazjum w Bochni.


 Prawicowym radnym nie podoba się twórczość i życiorys poety. - Nie zrezygnujemy. To jeden z największych Polaków - zapowiada dyrektorka szkoły Paulina Joniak.

O nadanie imienia noblisty wystąpiła na początku roku dyrekcja Gimnazjum nr 2 w Bochni. Za była rada pedagogiczna, rodzice i uczniowie.

Wymagana jest jednak zgoda rady miejskiej, a o nią nie jest łatwo. Najpierw - o czym pisaliśmy przed miesiącem - zwlekała z opinią miejska komisja oświaty. Jej przewodniczącym jest Marek Całka, radny PiS i emerytowany dyrektor I LO w Bochni. Zwlekał, aby - jak twierdził - dokładnie zbadać biografię i twórczość poety. Dowodził, że Miłosz krytycznie pisał o swoich rodakach, i to mu się nie podoba.

"Konsultacje" z miejscowymi polonistami nie rozwiały wątpliwości radnego. Na nic zdały się ich zapewnienia, że Miłosz to godny patron dla gimnazjum.

Ostatecznie komisja oświaty nie zajęła stanowiska. Wniosek bez opinii skierowała pod głosowanie całej rady. - Za było pięć osób, tyle samo przeciw, dziewięciu wstrzymało się od głosu. Wobec tego uchwały nie można uznać za przyjętą - relacjonuje ostatnią sesję sprzed tygodnia przewodniczący rady miasta Ryszard Najbarowski z lokalnego ugrupowania Bochnia i Ziemia Bocheńska Razem. Sam poparł patronat Miłosza dla szkoły.

O wyniku głosowania zdecydowali radni z największego klubu PiS. - Nie mam przekonania do tej kandydatury. Szkoła powinna znaleźć sobie mniej kontrowersyjnego patrona - uważa przewodnicząca klubu PiS Maria Kmiecik. Mówi, że przed głosowaniem zapoznała się z literaturą o Miłoszu. Co konkretnie czytała, nie chce powiedzieć. Poecie zarzuca "niepochlebny stosunek do narodu".

Radny Całka też głosował przeciwko Miłoszowi. Ale nie chciał z nami rozmawiać. - Nie muszę się panu tłumaczyć z moich decyzji.

Brak poparcia rady całkowicie zaskoczył szkołę. Dyrekcja gimnazjum planowała uroczyste nadanie imienia poety na czerwiec tego roku, przed 96. rocznicą urodzin Miłosza. Teraz zastanawia się, co dalej. Na razie ustaliła z radą rodziców, że ponowią prośbę do rady o zgodę na patrona poetę.

- Nie zamierzam nikogo przekonywać, że Miłosz był wielkim Polakiem i poetą, bo to oczywiste - zastrzega dyr. Joniak, polonistka. - Niestety, nasze społeczeństwo zbyt łatwo wydaje oceny. Nie wnika w istotę twórczości. Woli czytać sensacje panów Majdy [autor książki "Antypolskie oblicze Czesława Miłosza"] czy Łysiaka, niż samemu zastanowić się nad słowami poety - ubolewa dyrektorka.

Rodzice uczniów liczą, że ponowne głosowanie będzie korzystne dla szkoły. Na sesji, która zakończyła się patem, zabrakło bowiem dwóch radnych.

- Panuje jakaś lustracyjna psychoza. Ludzie wszystkich chcą rozliczać, jakby sami byli bez grzechu. A przecież każdy popełnia błędy i Miłosz też nie był święty. Ale to nie przekreśla jego dokonań - oburza się jedna z osób w radzie rodziców.

Co na to rada? Przewodniczący Najbrowski mówi, że jeśli szkoła zwróci się z ponownym wnioskiem, to radni na pewno się nim zajmą.

http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3955988.html?nltxx=1721542&nltdt=2007-03-05-04-06
Marek Pleśniar05-03-2007 09:44:27   [#1579]

znamienna postawa członka partii;-)

Nie muszę się panu tłumaczyć z moich decyzji.

annah05-03-2007 09:52:16   [#1580]

ku przestrodze

Zdjęcia nagiej maturzystki w internecie

2007-03-05 00:07 (akt. 06:08)


19-letnia maturzystka z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Bełchatowie nie przypuszczała, że rozbierane zdjęcia, które sobie zrobiła, a następnie wysłała chłopakowi pocztą elektroniczną, zobaczą także jej koleżanki i koledzy - pisze "Dziennik Łódzki".

Policja sprawdza, czy nie doszło w tej sprawie do rozpowszechniania pornografii za pomocą internetu.

Maturzystka zrobiła sobie zdjęcia i wysłała je chłopakowi. Fotografie pozostały w skrzynce nadawczej jej poczty elektronicznej. Jedna z wersji zdarzeń przedstawionych gazecie przez uczniów szkoły mówi, że hasło do konta e-mail zdobyła zazdrosna koleżanka maturzystki. To ona miała puścić zdjęcia w obieg.

Według innej wersji, któryś z kolegów maturzystki po prostu włamał się do jej skrzynki i udostępnił fotografie każdemu, kto chciał je zobaczyć.

Jak twierdzi jeden z uczniów, policja przeszukała już komputery tych osób, które zaglądały do skrzynki pocztowej 19-latki.

Nieoficjalnie gazeta dowiedziała się, że w ciągu ostatnich kilku dni administrator serwera pocztowego, z którego korzysta dziewczyna, odnotował ponad tysiąc wejść do jej skrzynki. Wszystko wskazuje, że to on zgłosił sprawę policji.

Według informacji "Dziennika Łódzkiego" policja przesłuchała już dwóch uczniów technikum wchodzącego w skład Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2. Policja bada, czy doszło do rozpowszechniania zdjęć pornograficznych, a także, czy ktoś włamał się do prywatnej skrzynki internetowej dziewczyny.

Rzecznik bełchatowskiej policji Sławomir Szymański nie chce zdradzać szczegółów śledztwa. - Aby mówić o przestępstwie w sensie karnym, musimy udowodnić rozpowszechnianie pornografii, dlatego ekspert musi się wypowiedzieć, do którego momentu zdjęcia są aktem artystycznym, a kiedy już pornografią - tłumaczy.

http://wiadomosci.o2.pl/?s=257&t=336141

Marek Pleśniar05-03-2007 09:59:37   [#1581]

USA: dorośli głupsi od dzieci?

asz 2007-03-01, ostatnia aktualizacja 2007-03-03 21:59

"Czy jesteś inteligentniejszy od piątoklasisty?" - tak nazywa się nowy teleturniej, który ma podbić serca Amerykanów. Idea jest prosta: dorośli uczestnicy odpowiadają na pytania z programu piątej klasy podstawówki. Obok siedzi grupa jedenastolatków, która posłuży pomocą, jeśli zawodnik się zatnie - pisze portal telegraph.co.uk.

0-->
Jeżeli uczestnik prawidłowo odpowie na 11 pytań pod rząd, wygra okrągły milion dolarów. Przegrani będą musieli oznajmić przed kamerami: "Jestem głupszy od piątoklasisty" - podaje telegraph.co.uk

Sądząc z pierwszego odcinka programu, nagroda za zwycięstwo mogłaby być jeszcze wyższa. Przez pół godziny uczestnicy odpowiedzieli prawidłowo tylko na sześć pytań. Pierwszy zawodnik nie wiedział, kiedy obchodzi się Dzień Kolumba. Inny nie umiał odpowiedzieć na pytanie, czy niedźwiedzie polarne żywią się pingwinami.

Zobacz reklamę programu



- Nie wybieramy głupich ludzi celowo. Oni po prostu są wszędzie - powiedział prowadzący Jeff Foxworthy, cytowany przez telegraph.co.uk. - Mamy zawodników, którzy są specami od marketingu i księgowymi. A kiedy zadaje się im pytanie na poziomie jedenastolatka, są totalnie zagubieni. I wszyscy się cieszą - mówił Foxworthy.

- Ale nie mówię, że Amerykanie to banda idiotów - zastrzegł komik.
jatoja05-03-2007 10:42:23   [#1582]
Apage...W kontekście poziomu profesjonalizmu działań Pana Ministrowych może mu to podsunąć pomysł na awans nauczycieli ;)
bogna06-03-2007 20:07:32   [#1583]

Wydawcy: mogą być problemy z zapewnieniem uczniom podręczników na wrzesień

...Zdaniem wicepremiera ministra edukacji Romana Giertycha, wydawcy krytykując rządowe propozycje starają się tylko ochronić swoje zyski. Jak powiedział dziennikarzom na wtorkowej konferencji prasowej, "zarzut wydawców polega na tym, że jeśli dany podręcznik będzie na trzy lata, to oni zarobią w tym roku, ale już w przyszłym roku i następnym - nie, bo to będzie podręcznik w dużej mierze przekazywany z klasy do klasy."

...Jak tłumaczył prezes Polskiej Izby Książki (PIK), Piotr Marciszuk, jeżeli ustawa wejdzie w życie w marcu, to rady pedagogiczne szkół będą musiały wybrać szkolne zestawy podręczników do końca maja. Zaznaczył, że nie wiadomo, jak długo potrwa zbieranie informacji o tym, które szkoły jakie podręczniki wybrały, ale, jego zdaniem, zajmie to dużo czasu.

"Kiedy ministerstwo edukacji zbierało takie dane przed rozpoczęciem prac nad programem +Tani podręcznik+, żeby zorientować się, jakie podręczniki są używane na rynku, trwało to pół roku" - powiedział Marciszuk. Jego zdaniem, informacje o wybranych w maju szkolnych zestawach podręczników dotarłyby więc do wydawców w październiku. "Druk odpowiedniej liczby książek zająłby około trzech miesięcy. Uczniowie mogliby więc kupić książki w styczniu" - ocenił prezes PIK.

Marek Pleśniar06-03-2007 20:38:58   [#1584]

zrujnują rynek podręczników - a to zawsze działa na jakość tychże

ale co mnie to...

Marek Pleśniar06-03-2007 21:51:31   [#1585]

http://www.gazetaprawna.pl/wydarzenia/?news=eGP20070306191078965

19:10, 2007-03-06

Wydawcy: mogą być problemy z zapewnieniem uczniom podręczników na wrzesień

Warszawa (PAP) - Jeśli nowelizacja ustawy o systemie oświaty wejdzie w życie i zaczną obowiązywać jej przepisy dotyczące podręczników, część uczniów może mieć problemy z zakupem książek przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego - ostrzegali we wtorek przedstawiciele wydawców i księgarzy na konferencji prasowej w Warszawie.

Według rządowego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty, rada pedagogiczna szkoły ma raz na trzy lata wybierać w porozumieniu z rodzicami tzw. szkolny zestaw podręczników. Do każdego poziomu nauczania może w danej szkole obowiązywać tylko jeden podręcznik, czyli np. wszystkie klasy drugie w danym gimnazjum będą korzystać z tych samych podręczników do wszystkich przedmiotów.

Szkoła, według projektu, ma wybierać podręczniki na następny rok szkolny do końca maja. Ma to ułatwiać grupowe zakupy i uzyskiwanie rabatów. Natomiast fakt, że szkolny zestaw podręczników będzie obowiązywał przez trzy lata, ma sprawić, że starsi uczniowie będą mogli odstąpić używane książki młodszym kolegom.

Zdaniem wicepremiera ministra edukacji Romana Giertycha, wydawcy krytykując rządowe propozycje starają się tylko ochronić swoje zyski. Jak powiedział dziennikarzom na wtorkowej konferencji prasowej, "zarzut wydawców polega na tym, że jeśli dany podręcznik będzie na trzy lata, to oni zarobią w tym roku, ale już w przyszłym roku i następnym - nie, bo to będzie podręcznik w dużej mierze przekazywany z klasy do klasy."

"Chodzi o to, żeby rodzice mniej zapłacili. Jeśli chcemy zrobić tańszy podręcznik. to komu chcemy zabrać, a komu chcemy dać? Chcemy więcej pieniędzy zachować rodzicom w kieszeni, a mniej wydawcom. (...) Jest obowiązek szkolny i każdy rodzic musi kupić podręcznik. Państwo może ograniczyć zyski wydawców. One były bardzo duże w ostatnich latach, my je teraz będziemy stopniowo ograniczać" - podkreślił minister edukacji.

Jak tłumaczył prezes Polskiej Izby Książki (PIK), Piotr Marciszuk, jeżeli ustawa wejdzie w życie w marcu, to rady pedagogiczne szkół będą musiały wybrać szkolne zestawy podręczników do końca maja. Zaznaczył, że nie wiadomo, jak długo potrwa zbieranie informacji o tym, które szkoły jakie podręczniki wybrały, ale, jego zdaniem, zajmie to dużo czasu.

"Kiedy ministerstwo edukacji zbierało takie dane przed rozpoczęciem prac nad programem +Tani podręcznik+, żeby zorientować się, jakie podręczniki są używane na rynku, trwało to pół roku" - powiedział Marciszuk. Jego zdaniem, informacje o wybranych w maju szkolnych zestawach podręczników dotarłyby więc do wydawców w październiku. "Druk odpowiedniej liczby książek zająłby około trzech miesięcy. Uczniowie mogliby więc kupić książki w styczniu" - ocenił prezes PIK.

Według ministra edukacji, nie ma takiego zagrożenia. "Oczywistym jest, że wydawcy zdążą z podręcznikami, z wydrukowaniem, bo tutaj się po prostu nic nie zmieni" - uważa Roman Giertych.

Jak tłumaczyli wydawcy, obecnie funkcjonujący rynek książki jest ustabilizowany. Na rynku funkcjonuje wprawdzie ok. 4 tys. tytułów, ale do każdego przedmiotu jest tylko kilka dominujących podręczników, które co roku są najczęściej wybierane przez nauczycieli. Wydawcy mogą przewidzieć popyt na następny rok szkolny i z dużym wyprzedzeniem (zwykle już w styczniu) drukują książki, które następnie sprzedają hurtownikom. Z kolei księgarze także dobrze znają rynek i składają precyzyjne zamówienia, które hurtownie na bieżąco realizują, korzystając z zapasów zgromadzonych w magazynach.

Jeśli nowelizacja zostanie uchwalona, stabilizacja rynku zostanie - według wydawców - zachwiana i może się okazać, że firmy "nie trafiły" z wyborem i przygotowały niewłaściwe tytuły. Wtedy zajdzie konieczność dodrukowania potrzebnych książek. Wydawcy uważają, że nie będzie to możliwe w czasie wakacji. "W naszej strefie klimatycznej drukarnie z powodu wysokich temperatur albo w ogóle nie pracują latem, albo bardzo ograniczają produkcję" - przekonywał Marciszuk.

Wydawcy uważają, że wybór tego samego podręcznika dla wszystkich klas w roczniku będzie niekorzystny dla uczniów. Chodzi o to, że np. w liceum ogólnokształcącym uczniowie klas o profilach matematyczno-fizycznym i humanistycznym będą musieli uczyć się z tych samych podręczników do fizyki, do historii i do języka polskiego.

Według wydawców, przy nauce języków obcych wybór jednego podręcznika może zakłócić przebieg nauki części uczniów. "Może się zdarzyć, że w pierwszych klasach jednego gimnazjum znajdą się jednocześnie dzieci, które zaczęły się uczyć angielskiego w pierwszej klasie szkoły podstawowej, takie, które zaczęły w czwartej klasie, oraz takie, które dopiero zaczną w pierwszej klasie gimnazjum. Jeżeli je wszystkie będzie obowiązywał jeden podręcznik, będzie to podręcznik dostosowany do uczniów na najniższym poziomie zaawansowania" - tłumaczył prezes Wydawnictwa Szkolnego PWN, Witold Szczęsny.

PAP
annah07-03-2007 10:07:39   [#1586]

Giertych może mówić, ale za siebie

Aleksandra Pezda, Wojciech Szacki, Wojciech Załuska 2007-03-07, ostatnia aktualizacja 2007-03-06 20:09

Wicepremier Roman Giertych ma zakaz głoszenia za granicą swoich poglądów jako stanowiska rządu. - Sprawę uważam za zamkniętą - tak premier Jarosław Kaczyński podsumował dyscyplinującą rozmowę z szefem LPR

Zobacz powiekszenie
Fot. Krzysztof Miller / AG
Roman Giertych podczas konferencji
var rTeraz = new Date(1173258360314); function klodka (ddo) { if (rTeraz.getTime()>=ddo.getTime()) document.write(''); }
1-->
Po kilku dniach polemiki medialnej wczoraj politycy spotkali się w cztery oczy. Atmosferę podgrzewały pogłoski, że Giertych złoży dymisję, a także ostry wywiad premiera Kaczyńskiego dla radiowych "Sygnałów dnia".

- Działał przeciwko naszym interesom, bo będziemy z tego powodu w Europie atakowani, i działał przeciwko interesowi nienarodzonych, bo z całą pewnością im nie pomoże, a może im zaszkodzić. I za takie rzeczy trzeba udzielać reprymendy - mówił premier o wicepremierze. Miał na myśli jego zeszłotygodniowy występ w Heidelbergu. Giertych na spotkaniu ministrów edukacji Unii opowiedział się za unijnym zakazem aborcji i przeciw "propagandzie homoseksualnej w Europie". Co więcej, przedstawił to jako stanowisko rządu, stawiając w niewygodnej sytuacji premiera i jego partię.

Wczoraj lider LPR powtarzał, że poglądów nie zmieni, a do premiera rzeczywiście przyszedł z wnioskiem o dymisję.

Po rozmowie obaj panowie łagodzili ton.

Choć początek konferencji premiera był zaskakujący. - Ja nie przepadam za wspólnymi występami z panem premierem Giertychem - oświadczył Kaczyński pytany, czemu nie ma wspólnej konferencji. - Ale to nie jest polityka, tylko centymetry - dodał. - Wielokrotnie mówiłem panu Giertychowi: "Trzymajmy się od siebie z daleka" - żartował znacznie niższy od lidera LPR premier. Był wyraźnie w dobrym humorze. Radził dziennikarzom, aby przestali mówić o kaczkach dziennikarskich, a zaczęli o łabędziach.

Od współpracownika premiera usłyszeliśmy, że Giertych dostał zakaz prezentowania swoich poglądów za granicą jako stanowiska rządu.

Giertych twierdzi, że reprymendy premiera nie było. - Szedłem na spotkanie z dymisją. Bo jeśli człowiek ma wybór między przekonaniami a niemożnością ich realizacji, wówczas musi wybrać przekonania. Na szczęście rozmowa była bardzo dobra. Reprymendy nie dostałem, mogę publicznie głosić swoje poglądy - mówił dziennikarzom.

Premier zapewniał, że nie ma sporu co do meritum. Obaj politycy są przeciw aborcji i przeciw propagowaniu homoseksualizmu. Jest spór o taktykę. - Takie wystąpienia jak Giertycha mogą ściągnąć nam na głowę europejską lewicę, z jej żądaniami liberalizacji ustawy antyaborcyjnej - tłumaczy współpracownik premiera.

Kaczyński przekonywał wczoraj, że w Heidelbergu kontrowersyjne poglądy głosili też ministrowie z innych państw. Np. "przedstawicielka pewnego ważnego państwa [Hiszpanii]" twierdziła, że "politycy, którzy mają inne niż poprawne poglądy w sprawie homoseksualizmu, powinni być wykluczeni z europejskiego życia publicznego".

Pokój nastał nie tylko w koalicji, ale i w PiS. - Jest u nas całkowita zgoda w sprawie [antyaborcyjnej] nowelizacji art. 30 konstytucji - twierdzi premier. Dał tym samym posłom swojej partii sygnał: czas zakończyć kłótnię o aborcję. I głosować za dopisaniem do "niezbywalnej godności człowieka" słów "od momentu poczęcia".

Dzień wcześniej zabrał jednak głos prezydent Lech Kaczyński. - Jeśli chodzi o sprawy związane z aborcją, to uważam, że osiągnięty 15 czy 14 lat temu kompromis jest kompromisem, którego nie wolno naruszać. Powtarzam: nie wolno naruszać - ogłosił.

Nie jest jasne, jak wypowiedź prezydenta ma się do tego, co mówi premier. - Mamy tu do czynienia z różnicą wrażliwości - przyznaje poseł PiS.

Inny polityk tej partii: - Prezydent nie jest w PiS. Decyzja należy do premiera. Nie będzie pewnie formalnej dyscypliny, ale posłowie, którzy zagłosują przeciw, będą mieli punkty ujemne. Będziemy o nich pamiętali przy układaniu list w kolejnych wyborach.
 
Jacek W07-03-2007 21:48:14   [#1587]
07.03.2007
Jarosław Kaczyński: Szkoły bez przemocy

Program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole", przyjęty we wtorek przez rząd, ma spowodować, że szkoły nie będą "miejscem, w którym szaleje terror silniejszych" - powiedział premier Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrów.

Program przewiduje m.in. utworzenie ośrodków wsparcia wychowawczego dla uczniów, rozszerzenie pomocy psychologiczno- pedagogicznej, organizowanie specjalnych szkoleń dla rodziców, monitoring w szkołach czy nałożenie na szkoły obowiązku korzystania z oprogramowania blokującego dostęp uczniów do niewłaściwych treści w internecie.

Program zakłada także, że policja i straż gminna będą informować rodziców i szkoły o uczniach przyłapanych na wagarach. Według programu, nauczyciele otrzymają status funkcjonariuszy publicznych, co oznacza, że czyny popełnione na ich szkodę będą ścigane z urzędu, a nie - jak dotychczas - z oskarżenia prywatnego.

"Chodzi o to, żeby szkoły nie były miejscem, w którym szaleje terror silniejszych, agresywnych wobec słabszych" - podkreślił premier. Dodał, że zawarte w pierwszej części programu "pewne wyniki badań (...) są rzeczywiście bulwersujące".

Według premiera, "okazuje się, że w jakichś formach stosowania przemocy uczestniczy bardzo poważny procent uczniów, którzy robią to w sposób nałogowy". J. Kaczyński ocenił, że "jest to zjawisko społeczne w wielkiej skali, trzeba mu się przeciwstawić".

Zdaniem szefa rządu, wartość programu "Zero tolerancji" "można widzieć na dwa sposoby: po pierwsze to jest zespół bardzo szerokich, różnych, uzupełniających się działań". Jak poinformował, pełna realizacja programu nastąpi do 2013 roku.

"Drugi aspekt" programu, który - jak powiedział premier - trzeba dostrzegać, chociaż może nie jest w dokumencie zarysowany tak ostro, jak on sam bym chciał - to "odejście od pewnego sposobu widzenia spraw wychowawczych".

Jak tłumaczył, chodzi o odejście od sposobu, który - zdaniem J. Kaczyńskiego - "został narzucony" w ostatnich dziesięcioleciach i który sprowadzał się do tego, że "na zło się nie reaguje, że się nie wychowuje, że się nie wprowadza żadnych rygorów".

Premier przekonywał, że program zakłada odejście od sytuacji, w których "na akt tego rodzaju jak molestowanie seksualne kilkunastoletniej dziewczynki przez jej rówieśników, reaguje się wezwaniem psychologa i zrobieniem w klasie warsztatu psychologicznego". Jak podkreślił, "miało to miejsce przed śmiercią dziewczynki, która odebrała sobie życie w Gdańsku".

"Chcemy z tym sposobem myślenia, dzisiaj bardzo rozpowszechnionym, skończyć" - oświadczył szef rządu. Jak dodał, "to jest sposób myślenia sprzeczny ze zdrowym rozsądkiem i trzeba go zdecydowanie odrzucić". J.Kaczyński podkreślił, że "aby zmienić działanie, trzeba także zmienić także myślenie". 

© 2005 PAP SA // www.samorzad.pap.pl
zgredek07-03-2007 21:50:26   [#1588]

Według programu, nauczyciele otrzymają status funkcjonariuszy publicznych

program to jakoś za mało chyba;-)

skrzat07-03-2007 22:29:03   [#1589]
ja bym się wcale nie cieszyła z tego statusu...bo to i słuchac trzeba, i nie dyskutować.....oj, więcej za tym idzie :(
Gaba07-03-2007 22:37:42   [#1590]
i zwolnić można... szybciutko!
Gaba07-03-2007 22:42:57   [#1591]
Znów zabrakło w Sejmie kworum do przegłosowania całości rządowego projektu nowelizacji ustawy o systemie oświaty. Marszałek Sejmu Marek Jurek ogłosił przerwę w obradach do godziny 22.
Za przyjęciem projektu było 225 posłów, 2 osoby - przeciw, nikt nie wstrzymał się od głosu. Podobnie jak podczas piątkowego głosowania - posłowie opozycji obecni na sali nie wzięli udziału w głosowaniu.

W ubiegłym tygodniu Sejm w głosowaniu rozstrzygnął o losie kilkudziesięciu poprawek do projektu nowelizacji ustawy oświatowej. Nie odbyło się jednak głosowanie nad całością projektu, bo zabrakło kworum.
Majka07-03-2007 23:01:17   [#1592]
Niestety, kworuma złapali i przegłosowali.
Marek Pleśniar07-03-2007 23:14:30   [#1593]

poszło

kto ma w tym roku konkurs? Rozejrzyjcie się po gronie i okolicy - kto nagle wyraźnie się zrobił prawomyślny - głosno?

To Wasz następca - jeśli samorzad się nie spisze jak nalezy

bogna08-03-2007 00:48:32   [#1594]

Dziura w kieszeni

Nie ma nic złego, ani nieprawidłowego w tym, że samorządy dokładają do oświaty – powiedział wicepremier Roman Giertych na środowym posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.

Posiedzenie Komisji zdominowała dyskusja na temat podwyżek dla nauczycieli. Samorządowcy protestowali przeciw zbyt niskiej kwocie, jaką rząd przeznaczył w ramach części oświatowej subwencji ogólnej na 5 proc. podwyżki dla nauczycieli. Zdaniem samorządowców rzeczywiste koszty podwyżki będą znacznie wyższe niż niespełna 1,5 mld zł, które dodatkowo zarezerwowano na ten cel.

Zdaniem prezydenta Katowic Piotra Uszoka będzie to bardzo poważny problem finansowy dla wszystkich jst. - Rzeczywiste skutki podwyżek dla nauczycieli będą co najmniej o 1 mld zł wyższe niż to przyjął rząd, wyniosą bowiem od 2,5 do 3 mld zł. Na podstawie szczegółowych analiz danych z ponad 100 miast zrzeszonych w ZMP obliczyliśmy, że kwota przyznana przez rząd na podwyżki wyniesie od 30 do 50 proc. faktycznych skutków tej podwyżki – tłumaczył Uszok.

Każda podwyżka pensji nauczycieli najbardziej godzi w budżety samorządów. Nie zdarzyło się w ciągu ostatnich 7 lat żeby środki przekazane w ramach subwencji na podwyżki wynagrodzeń nauczycieli w istocie rekompensowały koszty, jakie samorządy na tę podwyżkę przeznaczają – dodał Marek Olszewski, wiceprezes ZGWRP.

W odpowiedzi na postulaty samorządowców min. Giertych przytoczył dane, zgodnie z którymi w ciągu ostatnich 7 lat kwota subwencji oświatowej wzrosła o 45 proc., liczba uczniów spadła o 19 proc., liczba oddziałów o 16 proc., podczas gdy liczba nauczycieli tylko o niespełna 3 proc. Zdaniem wicepremiera to, że samorządy dokładają do oświaty nie jest niczym złym. - Przecież m.in. dlatego samorządy mają udział w podatkach żeby finansować także oświatę – tłumaczył Giertych.

Minister edukacji powołał się także na wyniki badań NIK, które wykazały, że w 1/3 gmin subwencja nie jest wykorzystywana w 100 proc. - Według mnie prawdziwy problem, który należałoby rozważyć polega na tym aby sprawiedliwie podzielić pieniądze z części oświatowej subwencji ogólnej pomiędzy poszczególne typy jednostek samorządowych. 

Pod koniec dyskusji wicepremier zapowiedział powołanie specjalnego zespołu, który szczegółowo przeanalizuje koszty podwyżek i inne wskaźniki, „żebyśmy przystępując do negocjacji w sprawie budżetu na przyszły rok wiedzieli dokładnie o ile pieniędzy wystąpić”.


/Marcin Przybylski/

bogna08-03-2007 00:50:07   [#1595]
Szkoły na oku

Samorządy mogą liczyć na pokrycie z budżetu państwa kosztów zestawu do monitorowania wejść do szkół. Jeśli będą chciały zainstalować kamery na korytarzach, w szatniach, czy w klasach – muszą już na to znaleźć własne środki. Resort edukacji wkrótce przedstawi kryteria dotyczące dofinansowania monitoringu w szkołach. Jego wprowadzenie zakłada program „Zero tolerancji dla przemocy w szkole”.

We wtorek Rada Ministrów przyjęła program "Zero tolerancji dla przemocy w szkole". Przewiduje on m.in. utworzenie ośrodków wsparcia wychowawczego dla uczniów uniemożliwiających normalną, spokojną naukę innym, monitorowanie za pomocą kamer wejść do szkół oraz możliwość wprowadzenia przez samorządy tzw. godziny bezpieczeństwa dla dzieci i młodzieży - czyli zakazu przebywania w miejscach publicznych w porze nocnej osób nieletnich bez opieki osoby dorosłej.

Część zmian zawarta jest w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o systemie oświaty, nad którą pracuje Sejm. Będzie ona podstawą do specjalnych programów rządowych, określających na jaką pomoc mogą liczyć samorządy. W resorcie edukacji już trwają prace nad jednym z takich programów pod nazwą „Monitorowanie wejść do szkół i placówek oświatowych”.

Program instalowania monitoringu ma być realizowany etapowo i w sposób zdecentralizowany. - Nie planuje się centralnego zakupu sprzętu do monitorowania – poinformowano nas w ministerstwie edukacji. Założenia projektu przewidują wyposażanie szkół i placówek w zestawy do monitorowania wejść na wniosek dyrektora szkoły złożony w porozumieniu z organem prowadzącym i lokalnymi służbami prewencji.

Ze środków budżetu państwa finansowany będzie zestaw do monitorowania wejść - zakup niezbędnego sprzętu (dwóch kamer, monitora) oraz koszt instalacji. Jednak samorządy muszą przygotować się na pokrycie kosztów eksploatacji i ewentualnego rozszerzania systemu, czy włączania go do zewnętrznych, lokalnych sieci monitorowania miejsc publicznych.

Resort edukacji nie przewiduje refundacji kosztów dla gmin, w których wprowadzono już monitoring w szkołach. Szczegółowe kryteria dotyczące dofinansowania zostaną przedstawione do 30 czerwca br.

/Anna Mikołajczyk-Kłębek/

Gaba08-03-2007 06:59:52   [#1596]
"Gazeta Wyborcza": - Oświata nie znosi pomysłów wyciąganych z kapelusza co drugi dzień, a czasem dwóch na dzień. Nie można leczyć nowotworu aspiryną - tak o ministrze edukacji Romanie Giertychu mówił abp Kazimierz Nycz.
Nowy metropolita warszawski zapowiada, że będzie zabierał głos w sprawie wychowania i oświaty. Pytany, czy zamierza rozmawiać o tym z Romanem Giertychem, odparł: - Tak. Bliskość ministerstwa powoduje, że jesteśmy na takie rozmowy skazani. Co nie znaczy, że staną się one automatycznie łatwiejsze - relacjonuje gazeta.

Od współpracowników Romana Giertycha, redakcja najpierw usłyszała, że "minister nie będzie komentował wypowiedzi biskupów, bo uznaje odrębność władzy świeckiej i kościelnej". A jednak skomentował - dodaje "Gazeta Wyborcza" i cytuje słowa Giertycha: - Cieszę się z zaproszenia do rozmowy, już kiedyś z biskupem Nyczem na tematy edukacyjne rozmawialiśmy. Zgadzam się z księdzem biskupem, że wiele pomysłów było wyciąganych jak królik z kapelusza. Za takie uważam np. stworzenie gimnazjów oraz ograniczenie liczby szkół zawodowych za rządów AWS i UW.
rzewa08-03-2007 07:24:27   [#1597]
cóż... lepiej widac źdźbło w cudzym oku niż belkę we własnym...
skrzat08-03-2007 16:47:00   [#1598]
przekrętas jeden...
Gaba08-03-2007 17:39:21   [#1599]

bp Nycz był u nas na wizytacji - byłam oszołomiona poziomem, wiedzą nt. oświaty - na bieżąco iżaden tam nawiedzone pietruszki. To wielki i światły mąż. Dal mnie niekłamany autorytet - rozpaczalismy, gdy poszedł sobie na Pomorze... niektórzy łudzili sie, ze nastapi cud i zostanie... - ale tak miało być, jestem dumna - od dawna nie byłam taka dumna. Bo to człowiek odwazny i prawy, dobra stara krakowska szkoła...

A w Warszawie, blisko władzy...

wiele pomysłow z kapelusza, na wczoraj i na dziś... - ej ,chłopie, postudiuj ty słowa tego człowieka - wieloletniego nauczyciela. Nie pytaj komu bije dzwon, bo zawsze bije Tobie.

 

PS. Chłopak z Kotliny Oświęcimskiej - to ciekawa kraina... ;-)))

Krystyna Za08-03-2007 17:49:48   [#1600]
hania 03.03.2007 10:34 [#1571]
a Tadeusz K to chyba nasz? w Miętnem był w tamtym roku zdaje się......
Marek Pleśniar 03.03.2007 10:43 [#1572]

kurcze

 

tak Marku i Haniu To chodzi o Tadeusza :-(

strony: [ 1 ][ 2 ] - - [ 31 ][ 32 ][ 33 ] - - [ 177 ][ 178 ]