Forum OSKKO - wątek

TEMAT: Trudni rodzice...
strony: [ 1 ]
JarTul31-01-2003 11:17:12   [#01]

Co zrobić w sytuacji, gdy rodzice ucznia:
1. wchodzą na lekcje i urządzają awantury nauczycielowi lub uczniom,
(krzyk, podważanie autorytetu szkoły, itp. - nie używają wulgarnych słów).
2. Czyhają (bo trudno to inaczej nazwać) na kolegów syna po lekcjach (gimnazjum) i upominają, zwracają uwagę, grożą.
3. Przychodzą do dyrektora (patrz pkt 1).

1-3 dotyczy to tych samych rodziców.

RomanG31-01-2003 12:39:03   [#02]
Na pewno rodzice nie mogą robić w szkole awantur i wchodzić na lekcje. Należy im to jasno uświadomić i wyegzekwować.

Ale najważniejszy chyba jest tu problem, który leży u podłoża takich zachowań rodziców. Trzeba go rozwiązać, tak myślę.

Inaczej oceniłbym ich zachowanie, gdyby to dziecko było w szkole ofiarą przemocy ze strony kolegów, a nauczyciele i dyrektor przyjęliby wobec tego postawę bierną, inaczej - gdyby awanturowali się, bo dziecko dostało dodatkową pracę domową za niewłaściwe zachowanie na lekcji.
JarTul31-01-2003 12:59:45   [#03]

Problem leży...

przede wszystkim po stronie nadopiekuńczości tych rodziców i ich nazwijmy to delikatnie "niezrównoważenia". Na koniec roku szkolnego problem wynikł z tego, że dziecko dostało ocenę bdb, a rodzice uważali, że zasługuje na cel. Teraz zwykłe, koleżeńskie zatargi przerodziły się w awanturę, bo szkoła nie wyzwiązuje się ze swoich obowiązków wychowawczych. Zresztą wiecznie ingerują w te dziecięce kłótnie (jak już wcześniej pisałem czyhają na kolegów...).

I co z tym fantem zrobić?

RomanG31-01-2003 13:55:22   [#04]

Trudne :-)

Czasami moje dziecko ma taki dzień, że tylko jęczy i marudzi. A to raz za razem piiić, a to siku, a to nie do nocnika tylko do sedesu, a jak juz do sedesu to wtedy ma byc to światło, a nie tamto zapalone... itp.
Kiedy usłyszy siłę i zdecydowane "nie" w moim głosie, wszystkie wyimaginowane problemy, żale i jęki się kończą jak nożem uciął.
Ale żonie nadal marudzi :-)))

Myślę, że ci rodzice Ci po prostu jęczą. Rozwiązać problem, ale niech zaczną mówić normalnym tonem ;-)
Więc: żadnego wchodzenia na lekcję, żadnego zaczepiania kolegów syna na terenie szkoły, żadnych awantur, co do oceny - nie mają nic do gadania, jeśli została wystawiona zgodnie z WSO. W szkole rządzi dyrektor, dyrektor musi o wszystkim wiedzieć i na wszystko dać swoją zgodę. To po pierwsze.

Po drugie problem chyba trzeba byłoby rozwiązać z udziałem wszystkich zainteresowanych stron. Konflikt z innym dzieckiem? To skonfrontujmy tę dwójkę, niech każde z nich opowie swój punkt widzenia (przy okazji może się okazać, że ten krzywdzony to wcale nie takie znów niewiniątko), notatka służbowa z tego i opinia nauczyciela-mediatora jako tzw. "fachowa opinia szkolna" (J. Homplewicz "Polskie prawo szkolne" s. 200-201).
W przypadku winy obopólnej niech obopólne będą też konsekwencje, o czym rodziców można od razu powiadomić, aby utrzeć im troszkę różki.

Potem skonfrontujmy rodziców. Niech każdy powie, jak sprawa wygląda w jego oczach, powie o swoich odczuciach i oczekiwaniach wobec drugiej strony konfliktu.

Bardzo dobrym sposobem na wszelkiego rodzaju pieniaczy jest wymóg, by wszystkie skargi składali pisemnie. Pisemnie też mogą wypowiadać się o konflikcie, swoich racjach i propozycjach jego rozwiązania (co najmniej jedna konstruktywna propozycja za każdym razem:-))

No i wozimy się tak z nimi :-))) Im bardziej upierdliwi, tym dłużej. Im większe Twoje zdolności mediacyjne, spryt i zdecydowanie wobec "jęczących", tym krócej ;-).

A dziecko ma przy tym jak najmniej ucierpieć, bo że ucierpi to pewne. Już cierpi.
Marek Pleśniar31-01-2003 14:42:00   [#05]

to potrwa

taka to robota. A co do wymagania składania pretensji na piśmie - zróbcie tak. Ale między nami mówiąc interesant ma prawo składać takie oświadczenia ustnie;-)

No i warto by byli świadkowie przy rozmaitych ekscesach. Np - przy wtargnięciu na lekcje lub awanturze.

Majka31-01-2003 15:16:22   [#06]

Roman!!!

Przestań! Teraz kłopotliwi rodzice będą mi się nieodparcie kojarzyć z nocnikiem! :-)))

U nas podejmuje takich rodziców pani psycholog. Jest baardzo skuteczna :-)

Alfred31-01-2003 16:24:03   [#07]
Masz statut? Masz. Są tam rozdziały dotyczące rozwiązywania sporów pomiędzy organami szkoły? Są. Nie regulują wszystkich sytuacji? Nie, bo jest to niemożliwe. Korzystasz więc ze zdrowego rozsądku. Wzywasz tychże rodziców do siebie, przedstawiasz temat, cytujesz fragmenty statutu, w tym WSO, proponujesz rozwiązywanie konflików zgodne z prawem. Mogą przecież wnieść pretensje bezpośrednio do Ciebie lub poprzez radę rodziców (szkoły), itd. Ale zastrzegasz, że nie będziesz tolerował bandyckich zachowań.
(w nawiasie dodam, że już kilka razy wskazałem, podobnie zachowującym się osobnikom, położenie frontowych drzwi. Nie wnosili zastrzeżeń.
Marek Pleśniar31-01-2003 16:39:00   [#08]

hm;-)

a trzeba było niektórym troskliwie podac ramię żeby na pewno trafili?

OLGIE31-01-2003 18:09:58   [#09]

Alfred,

:)

 

podoba mi się też wersja naszego księdza katechety - przepraszam panią, czy jest p. moją mamą? Tylko ona na mnie krzyczy, kiedy jej pozwolę.

Alfred01-02-2003 09:56:12   [#10]

...a jeszcze..niektórych trzeba było skuć kajdankami, ale robiła to już policja.

Gaba,
;-)

JarTul01-02-2003 11:00:52   [#11]

A jeżeli...

rodzice naprawdę są niezrównoważeni i w zasadzie powinni być poddani opiece psychiatry lub psychologa. Żaden argumenty do nich nie docierają, a próba wyproszenia powoduje zwiększenie aktaku "furii"?
Karolina01-02-2003 11:24:17   [#12]

Wydziera się nam coraz bardziej przykry widok...całkiem chorych rodziców, ktorych trza kajdankami, policją i psychiatrą....:-))))

Matko!

JarTul01-02-2003 13:32:11   [#13]

Karolino...

kajadanki pewnie nie, ale...
Czy uważasz, że raz na ileść dzisiątek czy set tysięcy nie trafiają się rodzice ze schizofrenią, papranojami itp. i nie muszą to być przypadki zdiagnozowane, leczone itd. A mogą sprawiać i sprawiają problem szkole i to nie tej rozumianej jako "dyrekcja i nauczyciele"?
JarTul01-02-2003 13:32:59   [#14]

Miało być oczywiście nie

papranojami tylko paranojami
Marek Pleśniar01-02-2003 14:01:50   [#15]

on ma rację Karolina

wy w większości też jesteśmy rodzicami. I też miewamy kota. Własciwie nauczyciel-rodzic to przypadek szczególny;-) Brrrr:)))))
OLGIE01-02-2003 14:02:06   [#16]

Hop! Hop! Hop?

Karolinko, proszę - to chyba w dużej mierze żarty. Przecież nie będę cytować głupot, które usłyszałam od rodziców, co by to dało - bo paru niegrzecznych się by znalazło?

Wolę chwalić tych wspaniałych, rzetelnych - wrażliwych, mądrych życiem, zwyczajnych do bólu, rozmawiających - nie krzyczących. Tacy rodzice jednej Marysi - chorej, aż szkoda gadac na ile chorób, nie dali dziecka do specjalnej. Taki tata Krzysia - bieda aż piszczy, ale Krzyś jest na każdych zawodach matematycznych, tata Grzesia - kiedy potrzebuję rady budowlanej przyhcodzi (ale nasza znajomośc nie zaczęła się za dobrze), Michała - on się zna na konstrukcjach, Magdy - prawnik...

Ale i jest cała grupa ludzi, którzy mi się kłaniają, podchodzą z życzeniami, są na naszych imprezach. Są z nami. Czasem jednak się marzę (tak wiesz z przekory), by stało się tak, jak w jednej z czeskich bajek - gdy przychodziła czarownica do czarownika, a gadała za wiele, wrzeszczała - on mówił - hop! wtedy czarownica zamieniała się...

- chciałabym, by czasem niektórzy posuchali się, jak mówią, by na dwie minuty pobyli dyrektorem, na którym się wiesza wszystkie możliwe psy - że tego jeszcze nie ma, a w gazecie mówili, że można. Nie chodzui o rodziców, którzy się zgadzaja na byle co... Przecież pani dostaje te cholerne bony za moje dziecko. Naprawdę?

To może ja już poproszę - 2500 x 600 = 1500 000 wtedy zostaje mi jeszcze jakieś 1400 000 - żyć nie umierać... szkoła by była, że hej! I tym żyje wielu rodziców - nauczyciele przeżarli te forsę, dyrektor zdefraudował, więc trzeba iść pokrzyczeć.

 

A tak - to zamykam oczy i mówię - hop!

Karolina01-02-2003 14:16:42   [#17]

Jeśli istnieją choroby, które miewa ludzkość takie jak schizofrenia, i inne - to miewają je też rodzice. Kurka, czy wyście zwariowałi i myslicie, że ja o tym nie wiem?

Moja drwina związana była z przewrażliwieniem, że macie tylko chorych, krzyczących, ktorych trzeba ubezwłasnowolnić.

Mam świadomośc, że są i tacy, którzy naubliżają (i mnie się zdarzyło być ubliżonym orzez takich), którzy patrzą ślepo, którzy nie myślą tak jakbyśmy chcieli aby myśleli.

Tylko co?

Buntuje się i głośno roześmiewam, bo wasze wnioski w związku z tym marginesem, który niewątpliwie jest są zbyt generalizowane. Chcielibyście swym płaszczem okryć wszystkich, nawet tych, którzy o to nie proszą.

I tu kółko się zamyka.

Maelka01-02-2003 15:11:12   [#18]

Trudni rodzice...

...trudni nauczyciele.
Gdybyśmy posłuchali, co mówią rodzice o nas, pewnie przez głowe przeszłaby myśl - to nie o mnie...
A kto wie?
Odczucia rodziców są subiektywne i rodzice mają do tego prawo. Może krzyczą i miotają się, bo mają kiepskie doświadczenia? Może czują się lekceważeni? Może nie wierzą w pomoc nauczyciela?
Sama jestem człowiekiem impulsywnym i gwałtownym. Ale z rodzicem obchodzę się ostrożniej, niż z uczniem. Nie dlatego, że się boję, ale dlatego, że uważam, że obrona dziecka to nie tylko prawo, to obowiązek rodziców. A moim obowiązkiem jest rozmowa, która przekonać adwersarza do moich racji, albo on przekona mnie do swoich...
Tak, jak Gaba miałam wielu "trudnych rodziców". Było ostro, i wcale nie jestem dumna z tych konfliktów. A jednak to oni, pomimo tego, że dawno "skończyli szkołę" pamiętają o świątecznej kartce, o telefonie w dniu imienin...
Kilka razy zostałam postawiona w sytuacji "trudnego" rodzica...
Niewiele mam boleśniejszych wspomnień...
Zgadzam się z Alfredem: jasno określone reguły (i przepisy) jeśli są respektowane powinny takim kłopotom zapobiegać...
Może jestem niepoprawną idealistką...
?
OLGIE01-02-2003 16:32:26   [#19]

Mówię sobie - hop! - i znikam

Karolinko, "wy" to kto? Ja i Roman, czy jeszcze jakieś licho?

że jest wiele (niech będzie, że kilku) dziwnych rodziców - tak to prawda, śmiem twierdzić, że tyluż psorów nie grzeszy kulturą, co dzikich rodziców. "Mam ten dar bowiem patrzę sie inaczej". Przygadał kocioł garnkowi. Zgadzam się w pełni. Nie rozumiem juz samego tytułu tego wątku. Trudno.

Cóż w tym złego, że zacytowałam mojego księdza katechetę, który potrafi wielu bardzo niegrzecznym rodzicom odpowiedzieć: przepraszam, proszę, na mnie nie krzyczeć. I jest dowcipny.

Chciałabym zachować się w taki sposób, kiedy mężczyzna ubliża mnie kobiecie. Co w tym złego, że czasami kulturalnie - powie urzędnik samorządowy - bardzo proszę mi nie ubliżać, gdyż korzystam ze specjalnej ochrony, co w tym takiego dziwnego, że powiem - najbardziej panią przepraszam, ale ja odpowiadam za finanse, nie dano mi na to pieniądzy, musiałam zapłacić z  pieniędzy zarobionych przez szkołę, proszę mi nie ubliżać a zapłacić 35 zł na antyramę?

Ile razy mnie zatykało - co mogę zrobić z kimś kto kłamie w żywe oczy, poświadcza nieprawdę przed organami - staram się śmiać, ale bywało już parę razy inaczej. Pisze donosy, straszy telefonicznie, ściąga służby, nie mając racji. Rodzicowi wolno - szkoda (czasem), że za takie rzeczy nie można odpowiadać: za szkalowanie, ubliżanie, straszenie. Byłam szefową komisji dyscyplinarnej... uważam w ogóle, że Polacy to narodek dość koszmarny, naród małych świnstewek.

 I tu jest dopiero generalizacja. Ponieważ jestem bardzo związana z tym miejscem mam prawo sobie generalizować, bo dotyczy to także mnie, mojego prywatnego lusterka.

Czy trzeba doprawdy powiedzieć, co potrafią rodzice? Ale - nie wszyscy, no może paru (niech już zostanie,  że paru) - jak wszędzie. To samo, co wyczyniają niektore psory.

Karolinko, układ prawny jest do luftu - z boską władzą nauczyciela (a nic nie potrafi i nie może, nie chce, nie wie,  nie umie) oraz władzą rodzica, która jest często sprzeczna z pozorną władzą nauczyciela, który często kocha i tylko tyle, i życzy sobie.

 Cały ten układ jest koszmarny i pełen hipokryzji.

co w tym złego, że sobie pomyślę - hop! (myślę sobie także odnośnie moich kolegów nauczycieli).

Powiem teraz bardzo szczerze - nie rozumiem tej dyskusji - nikogo nie śmiałabym okrywać żadnym płaszczem, nawet tych którzy tego nie potrzebują - i... nie rozumiem tej metafory.

 Uważam, że prawo oświatowe jest jednym z elementów matrixa czyli szkolnej galarety - większości rodziców i nauczycieli brak elementarnych umiejętności komunikacyjnych - pisałam juz kiedyś: w USA, kiedy położono pierwszy etap reformy, wzięto się za kursy dla rodziców i komunikacyjne dla nauczycieli.

To ludzie w Polsce są koszrmarni - bo życie przerosło kabaret.

Balcerowicz musi odejść. Precz z KN.

Mówię sobie: hop! (z całą wieloznacznością tej wypowiedzi, z ironią skierowaną do siebie - matka dziecka pokaleczonego przez szkołę i ta, na którą tak wdzięcznie się leje pomyje, bo tak jest najprościej). Hop! Gabuniu, no, hop! dziecino.

Karolina01-02-2003 18:56:12   [#20]

Hm.. Gaba..Gabusia...skąd ja mam wiedzieć kto są "my" a to "wy". Pewnie w zależności od punktu siedzenia - będzie to zmienne. :-)

Zgadzam się, że rodzice aboslutnie nie mogą w szkole robić awantur, grozić, przerywać lekcje i inne podobne. Kto z was spotkał się z takimi sytuacjami, miał pewno niezły orzech do zgryzienia jak to ukrócić. Nie wierzę jednak, że sobie nie poradził. To tyle.

Jeśli chodzi o "owy" płaszcz to tak mi się powiedziało na wyrost, gdybyśmy za moment doszli do wniosków do jakich paru z nas doszło w wątku o "prawach rodziców"

............

Znów mi się coś skojarzyło...(ciągle mi się od paru dni coś kojarzy). Generalnie rzecz biorąc, ale może sprawdze, żeby nie było....jakos tak raczej mało lublimy tych rodziców. Nawet przegladając forum- tak sobie w wolnym czasie wrzuciłam w wyszukiwarkę rodzice - sami się zdziwicie ile o tym było - rzadko, powiedziałabym, szczątkowo wypowiadaliśmy się o nich pozytywnie.

Bywają trudni...pewnie, wiem coś o tym :-)

OLGIE01-02-2003 20:54:38   [#21]

hop2

O! Szukać tego, co dobre - tata Grzesia, który chciał poświęcić czas na zrobienie dokumentacji szkolnej, a także p. W., która upiekła genialne ciasto na szkolny koncert kolęd, ale także ci z rodziców, którzy podchodzą i mówią po latach - jak ja pani dziękuję, była pani surowa, ale Krzyś studiuje, albo - mamy firmę Marysia pomaga, albo trafiłam na tego lekarza, co go pani podpowiadała, albo Agnieszka wyszła za mąż, Jola wreszcie zrobiła maturę... kartki, listki, telefony. Po latach do innej szkoły przyprowadzają nowe dziecko - do pani, bo pani uczyła pół mojej rodziny...

Pracuję w mojej szkole dopiero 4 lata, a co roku widzę na 4 grudnia starszego mocno pana, którego historię opowiada mi co roku moja najstarsza (i najsympatyczniejsza) koleżanka  Basia... a było to tak - że mocno nieznośny mały chłopiec był zakałą rodu - niegrzeczny, wrzaskliwy, dożarty, skończył na bidę podstawówkę, potem Basia poszła do najlepszego z liceów i nie dała się usunąć z gabinetu dyrektora i chłopiec skończył tę szkołę - dziś jest aktorem z głównych plakatów.

ludzie - i tylko to się liczy - a nie świństewka robione rodzicom i nauczycielom, których lista przygnębi każdego.

Nasze prawo jest prawem papierowym (smród się unosi) - nie ma tego prawa w nas, nie myślimy drugim człowiekiem, bo nie ma takiego zwyczaju w Polsce. Gdyby nauczyciel próbował zrozumieć, co czuje matka, kiedy dziecko jej ukradnie coś, nabroi, sknoci, stoi i płacze - potrzebuje właśnie Ciebie - a nie osądu, dopiekania, znęcania się - ile kontraktów z młodymi łobuzami, którym łobuzerstwo przeszło, i szczęśliwych oczu matek - zrobił źle, ale wiem, że go pani dopilnuje.

 

Ile razy rodzic słyszy - mnie ta opinia z PPP właściwie nie interesuje - ja jako rodzic usłyszałam ją trzykrotnie, "gdzie jest napisane, że Pani dziecko jest zaburzone"? Rzucono opinią psychiatry.

- ależ droga pani - dziecko nie jest zaburzone... potrzebuje indywidualizacji...

- co mi tutaj będzie pani opowiadać, że nie jest, jak jest...

- ale skala Wechslera wskazuje, ze dziecko ma przekroczone wybitne możliwości...

- co mi pani za bzdury opowiada...

 

nie jestem ani za nauczycielami, ani za uczniami, ani za rodzicami - jestem za człowiekiem i za prawdą. Mój syn nienawidzi szkoły.

Bywam bardzo trudnym dyrektorem, bo zadaję trudne pytania przede wszystkim sobie.

 

:)

ale lubię swoja pracę

Wojciech Tański01-02-2003 21:21:37   [#22]

Czytając ten wątek

pomyślałem sobie, ot tak, bez ścisłego związku z toczącą sie polemiką, że cały urok świata, cała radość obcowania z ludźmi polega na tym, że są tak różni....

Gdyby nie było ludzi niekulturalych, któż dostrzegłby kulturę, gdyby nie było awanturników, nie zauważylibyśmy ludzi zrównoważonych i statecznych, tylko obecność niegodziwców pozwala nam docenić szlachetność....

Jest mi bliskie spojrzenie Karoliny. Mamy kontakt z bardzo różnymi uczniami, rodzicami i współpracownikami. Tacy po prostu są. Nie znaczy to, moim zdaniem, że należy godzić sie z chamstwem, agresją, czy złem.

Co można zatem robić? Chyba jedyne, co w takich sytuacjach można, to starać sie zrozumieć.... Motywy, lęki, problemy... I akceptować.. Nie jest to równoważne przyzwoleniu...

Ale mnie wzięło na wieczór.. ;-)))))

Pogadamy na zlocie. :-)))))

dariuszn713-12-2017 13:29:45   [#23]

Jakie konsekwencje mogą ponieść rodzice, za agresywne i wulgarne zachowanie się w stosunku do nauczyciela lub ucznia szkoły.

flisegi13-12-2017 13:50:17   [#24]

W przypadku nauczyciela zgłoś to na policję, to Twój obowiązek

Art. 63. 1. Nauczyciel, podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, korzysta z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych na zasadach określonych w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. - Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.).

2. Organ prowadzący szkołę i dyrektor szkoły są obowiązani z urzędu występować w obronie nauczyciela, gdy ustalone dla nauczyciela uprawnienia zostaną naruszone.

Co dalej policja zrobi, to nie wiem, ale już sam może ostudzić zapędy agresywnych rodziców.

W przypadku ucznia powiadom rodziców ucznia i niech rodzice podejmują odpowiednie kroki i może przemyśl, żeby też zgłosić to na policję.

mona20-12-2017 20:30:15   [#25]

Kochani, myślę, że w przypadku kiedy "trudni" rodzice awanturują się, wymuszają oceny, obrażają nauczycieli i innych uczniów i ich rodziców, a rozmowy nie dają wymiernych efektów, sprawa jest prosta. 

Takich rodziców na spokojnie informujemy, że jeżeli nie zmienią swojego zachowania, Szkoła ma obowiązek poinformować o tej sytuacji sąd rodzinny. Można też po prostu założyć Niebieską Kartę, która pomaga rozwiązać problem przemocy w rodzinie.  

UWAGA!
Nie jesteś zalogowany!
Zanim napiszesz odpowiedź w tym wątku, zaloguj się!
Dopiero wtedy będziesz mógł/mogła wysłać wprowadzony komentarz na forum.
Jeśli nie masz jeszcze założonego konta na forum, załóż je.
Logowanie i/lub zakładanie konta.

strony: [ 1 ]