Forum OSKKO - wątek

TEMAT: dopuszczający na świadectwie a ukończenie szkoły z wyróżnieniem
strony: [ 1 ]
elvira19-06-2010 21:58:12   [#01]
Co sądzicie o sytuacji - jak w tytule? /jest średnia równiutko 4,75 i bdb zachowanie/ Będę musiała wręczyć takie świadectwo uczennicy gimnazjum. Czuję się z tym nieswojo...  
Gaba19-06-2010 22:04:48   [#02]
czemu? Jak się należał dop. - to z szacunkiem do nauczyciela. Czy ludzie muszą być ze wszystkiego jednacy?
elvira19-06-2010 22:11:54   [#03]

Sytuacja na tyle niezręczna, że to ja /wych./ musiałam postawić dop. i w dodatku - córce koleżanki :(

Szukam wsparcia...  

malgala19-06-2010 22:26:07   [#04]

Zdarzało mi się być w podobnej sytuacji.

Uczyłam dzieci koleżanek i różnie z tymi ocenami bywało.

Tylko jedna się na mnie obraziła, ale przynajmniej sama mogłam z czystym sumieniem w lustro patrzeć.

Wspieram.

Ala19-06-2010 22:29:54   [#05]

a co to ma do rzeczy, że córka koleżanki? dla ciebie to uczennica, która ma mieć okreslony zasób wiedzy i umiejętności, jak go nie ma to ma dopa

o tym, że tak bedzie chyba wiedziała wcześniej?

czasami tak bywa, że dziecku coś nie idzie, nie musi być alfą i omegą


post został zmieniony: 19-06-2010 22:30:49
Gaba19-06-2010 22:39:19   [#06]

aha! Czyli szacunek dla Ciebie (hihihi).

Mamy dzieci koleżanek - czesm dostają po nosie niesłusznie od swoich kolegów, czasem mamy im robią niedobrą robotę.


Jest u nas taki słabeuszek, gdyby nie był - pewnie by rok gdzieś rok powtórzył. Ale choć mama milczy, to ją denerwują koleżanki wg niej za surowe dla syna. 

1qaz19-06-2010 22:48:12   [#07]

Nigdy nie zabiegałam o względy dla syna - dziecka z rodziny czysto nauczycielskiej (babcia, dziadek, ojciec, matka, ciotka, wuj...). Ale zawsze jako dyrektor staram się znależć pozytyw we wszystkich dzieciach także nauczcielskich. Wiem, że teraz rozpocznę burzę. Ale lekarze, prawnicy zawsze się wspierają, a my nauczyciela zawsze chcemy pokazać, że jesteśmy inni. Czy to OK w stosunku do innych nauczycieli. Mówie oczywiście o nauczycielach nieroszczeniowych, tych którym sami chcemy pomóc..

Ale przeceż jesteśmy Najlepsi i postepujemy zawsze OK............

1qaz19-06-2010 22:52:51   [#08]

Co to za kolega czy koleżanka, która nie pochyla się nad uczniem, TAKŻE nad synem czy córką koleżanki? Jeżeli dziecko z innych przedmiotów zdobyło 5, to jakie było wsparcie i sposoby motywacji na twoim przedmiocie? Poczytaj STATUT.

Gaba19-06-2010 22:53:31   [#09]

Jeżeli chodzi o mnie, to nie rozpoczniesz burzy - bardzo różnie jest. Czasem tak dziwnie, że trudno zrozumieć dlaczego. Moją córkę przeniosłam ze swojej szkoły do jednej z najlepszych szkól w kraju, choć wiedziałam, ze będzie olimpijką z 2 przedmiotów -  to jednak oddałam ją w cudze ręce. Nasze szkolne dzieci ja niszczyły, a ona się odgryzała. Mój syn wykorzystywał to, że był u nas, córka nie. Jest róznie - co dziecko, to problem. 

Uczyłam dzieci nauczycielskie - nigdy nie miałam żadnych problemów z rodzicami i pociechami niezależnie od  ocen i zachowania dzieciaczka.  Było nawet miło, gdy zapisywali do klasy, którą uczyłam. To szczególnie mobilizowało. Naprawdę.

malgala19-06-2010 23:00:15   [#10]

1qaz, a skąd wiesz, że elwira takiego wsparcia nie udzieliła?

Może właśnie dzięki niemu dziecko ma dopuszczający zamiast niedostatecznego.

Czy uczeń posiadający wysoką średnią  nie może mieć trudności z żadnym przedmiotem? A może tak jest zajęty nauką kilku, że jeden sobie całkowicie odpuszcza i tworzą się z niego ogromne zaległości?

1qaz19-06-2010 23:07:12   [#11]
I to jest SUPER. Ja jako dyr nie chciałem ... Synowie kończyli szkoły osiedlowe, najbliżej miejsca zamieszkania. Uczyli się bardzo dobrze, ale nie byli dziećmi "ułożonymi tzn. wzorowymi lelakami - SORY". Średnia ocen 5.6 i dobre zachowanie. Dlaczego na dziecko nauczycielskie nie możemy spojrzeć jak na każde inne - i wymagamy dużo więcej, bo to syn, czy córka koleżanki. Tacy właśnie jesteśmy.. Nigdy nie upomniałam się o swoje dzieci... ale zawsze pamiętam  o tym że na syna kolegi, czy koleżanki należy spojrzeć jak na zwykłe dziecko i tyle samo wymagać... To, że mama, czy tata jet nauczycielem nie znaczy, że musimy wymagać od dziecka więcej, nie obciążajmy więc dzieci nauczycielskich..
Gaba19-06-2010 23:11:17   [#12]
no, tak. Tak ma być. Mój syn jednak wykorzystywał to. Chciał być wicedyrektorem, naprawdę. :-)))
1qaz19-06-2010 23:12:21   [#13]

Mój omentarz był do Gabi.

Malgola, Jakie metody, formy pracy zgodnie ze statutem zastosował nauczyciel, aby wspomóc dziecko? JAk starał się zainteresować przedmiotem, nawiązać kontakt z dzieckiem i rodziną?

elvira19-06-2010 23:13:58   [#14]

Dzięki, malgala. Minęło mi 30 lat w zawodzie, a 1gaz statut mi każe czytać :( Zwiodłam tym "szukam wsparcia"?

Zrobiłam wszystko, co było można, by uczennica miała dop. Wyniki egz. gim. potwierdziły niskie możliwości. Tyle, że po ludzku, źle się czuję, patrząc na świadectwo dziewczynki.   

Gaba19-06-2010 23:14:22   [#15]
wiesz... mam taką wew. potrzebę pomagania nauczycielom - im okropnie trudno swoje własne dzieciaki w szkole wychować i jakoś przez tę szkołę przeprowadzić. 
ankate19-06-2010 23:15:36   [#16]
wyłączyłam kompa z zamiarem pójścia do łóżeczka, ale wyszłam na tarasik, popatrzyłam w gwiazdy i tak mnie naszło: Jeśli dziecko ma same piątki, to jakiś potencjał ma, czyli trzeba uderzyć się w pierwś :-), co nie zadziałało na moim przedmiocie, chyba to nie wina tegoż dziecka, chyba że te piątki po koleżeńsku, ale to już wystawiałoby nie najlepsze świadectwo szkole....
1qaz19-06-2010 23:18:50   [#17]
Ktos kiedyś powiedział, że nie może być tak ,że wszyscy są źli (mówie o nauczycielach wystawiających oceny bardzo dobre) a ja jestem dobry. Trzeba spojrzeć na siebie i zrobić rachunek sumienia. Co zrobiłem aby dziecku pomóc?
elvira19-06-2010 23:32:20   [#18]

1gaz - ładne, okrągłe zdania... Nieco sprzeczności:)

"Ja jako dyr nie chciałem ..."

"Nigdy nie upomniałam się o swoje dzieci..."

Zapewniam Cię - wszystkie metody, środki, formy itd. wyczerpane.

malgala19-06-2010 23:35:48   [#19]

A może przyczyna bardziej złożona?

Też już ponad 30 lat w zawodzie jestem i niejedno widziałam i sama przerabiałam.

Może faktycznie część ocen po koleżeńsku naciąganych, może rodzice dziewczynki do elwiry zbytnią sympatią nie pałają i przy dziecku ją krytykowali i stąd awersja do przedmiotu?

Uczyłam własnego syna (nie było innego wyjścia) i w tej samej klasie syna koleżanki. Syn koleżanki nie potrafił zrozumieć, że mój nie zna zadań jakie będą na sprawdzianie (w I-III uczyła go jego własna mama i zawsze wcześniej wiedział co będzie). Mało tego, koleżanka od pozostałych nauczycieli zdobywała nie tylko przykładowe tematy prac klasowych i syna przygotowywała. Na dodatek była tak święcie przekonana o wyjątkowości swojego dziecka i jego idealnym zachowaniu, że niektórzy dla świętego spokoju zawyżali mu oceny. Ja tego nie robiłam. Wymagałam tak samo jak od pozostałych uczniów i dlatego byłam przez koleżankę wielokrotnie krytykowana. Efekt - chłopak odpuścił sobie mój przedmiot. Na jego szczęście tylko w klasie IV. Zobaczył, że nie ustąpię i w gimnazjum już normalnie na moich lekcjach pracował. Natomiast tam, gdzie od początku spotkał się z pobłażliwym traktowaniem, pozwalał sobie z każdym kolejnym rokiem pobytu w szkole na więcej, a mama też coraz więcej pretensji miała.

W zdecydowanej większości nie miałam jednak problemów z dziećmi koleżanek i ich rodzicami.

1qaz19-06-2010 23:37:19   [#20]

"Ja jako dyr nie chciałem ..."  TZN. ABY MOJE DZIECI MIAŁY TAK JAK DZIECKO TWOJEJ KOLEŻANKI,

"Nigdy nie upomniałam się o swoje dzieci..." I TEGO ŻAŁUJĘ, BO WIELOKROTNIE POKAZAŁBYM NIEKOMPETENCJE NIEKTÓRYCH NAUCZYCIELI,

"Zapewniam Cię - wszystkie metody, środki, formy itd. wyczerpane"- MOŻLIWE...

malgala19-06-2010 23:43:25   [#21]

"Nigdy nie upomniałam się o swoje dzieci..." I TEGO ŻAŁUJĘ, BO WIELOKROTNIE POKAZAŁBYM NIEKOMPETENCJE NIEKTÓRYCH NAUCZYCIELI,"

A tego to już nie rozumiem.

Czy mając niekompetentnych nauczycieli i nic z tym nie robiąc, można czuć się kompetentnym dyrektorem?


Gaba19-06-2010 23:44:17   [#22]
oj, można, można. ;-)))
Ala19-06-2010 23:44:56   [#23]

1qaz, zdecyduj się i wybierz płeć ;-)

obojniaki są mało wiarygodne


post został zmieniony: 19-06-2010 23:45:32
1qaz19-06-2010 23:44:58   [#24]

do MALGOLA,

NIE JESTEM ROSZCZENIOWY RODZICEM, ALE JAKO DYR ZNAM SWOICH NAUCZYCIELI. 99% TO NAPRAWDĘ SUMIENNI, KREATYWNI NAUCZYCIELE, ALE JEST TEN 1% KTÓRY NIE PASUJE DO CAŁOŚCI I O NOM MÓWIĘ.

W KAŻDYM DZIECKU MOŻNA COŚ ZNALEŹĆ DOBREGO, JAK SIĘ NIE UCZY, TO NP. ŁADNIE ŚPIEWA, CZY TAŃCZY.... PAMIETAJMY O TYM...

NIE MÓWIĘ O CHORYCH RODZICACH, ROSZCZENIOWYCH, NASTAWIONYCH NA BRANIE.

 ALE W TEJ SYTUACJI JAKĄ MAMY NIE SĄDZĘ, ŻE JEST TO SPISEK - DZIECKO JEST DOBRE. MOŻE ZA DUŻO NAPISAŁEM, ALE MY NAUCZYCIELE NIE POTRAFIMY POMÓC SOBIE NAWZAJEM I TO CHYBA JEST NASZ PROBLEM.

Gaba19-06-2010 23:47:15   [#25]

mój nie. 

????

1qaz19-06-2010 23:47:18   [#26]

Ala, czy chcesz mi coś zaproponować, że dopytujesz się o płeć? :)

malgala19-06-2010 23:52:19   [#27]

1gaz, nie musisz tak krzyczeć.

Fajnie, jak ma trudności z matematyką, to ocenę dzieciakowi dobrą postawię za to, że ładnie tańczy, bo przecież koleżance trzeba pomóc i dziecko "docenić".

Nie, wyobraź sobie, że nie postawię. Zrobi wszystko, żeby chociaż minimum z tej matematyki opanowało, a za taniec i śpiew niech ma nawet celujące oceny z wf i muzyki. Z matematyki sukcesem może być już dopuszczający.


1qaz19-06-2010 23:58:55   [#28]

Nie zrozumiałaś mnie.

Traktujmy dzieci nauczycielskie jak każde inne dziecko. Tylko o to mi chodzi. O tym chyba marzą niektórzy nauczyciele Uwierz mi, bo ja słucham nauczycieli.


post został zmieniony: 20-06-2010 00:01:07
elvira20-06-2010 00:02:31   [#29]
malgala, ten przypadek jest dokładnie taki, jak opisujesz. Osobiście motywowałam dziewczynkę do działalności na wszelkich innych polach (m.in. artystycznych, sportowych), stąd średnia 4,75. Przykre, że 1gaz od razu stawia fałszywą tezę: coś nie tak z nauczycielem... 
1qaz20-06-2010 00:06:09   [#30]

elvira, widać, że

strasznie Cię to dręczy, a więc NA PEWNO nie jesteś w gronie tego 1% O KTORYM  PISAŁAŁEM. Pozdrawiam


post został zmieniony: 20-06-2010 00:07:20
Caro20-06-2010 00:26:12   [#31]
1gaz dużą szkołę masz - ponad 100 nauczycieli
1qaz20-06-2010 00:33:53   [#32]
Dużą...., a czy szukasz pracy? Staram się pomóc wszystkim, szczególnie nauczycielom.  Pozdrawiam
post został zmieniony: 20-06-2010 00:40:42
malgala20-06-2010 09:18:20   [#33]

"Nie zrozumiałaś mnie."

Na razie to widzę, że sam siebie nie rozumiesz. Z góry zakładasz, że to wina nauczyciela. No bo przecież nie może być inaczej, skoro dziecko ma wysoką średnią i tylko z jednego przedmiotu dopuszczający.

Kolejny krok to chcesz pomóc nauczycielom, bo może oni nie wiedzą jak dzieci nauczycielskie uczyć, albo nie są wystarczająco kompetentni.

Dalej tłumaczysz doświadczonym nauczycielom "oczywistą oczywistość", że jak dziecko jest w czymś słabe, to trzeba doszukać się jego mocnych stron w innych dziedzinach.

Następnie piszesz, że chodzi tylko o to, żeby dzieci nauczycielskie były traktowane w szkole jak każde inne dziecko. Czyli co? Z góry zakładasz, że elwira na tę dziewczynkę "się uwzięła" i złośliwie traktuje ją inaczej, skoro tylko u niej ma tak słabą ocenę? Ma sobie w związku z tym statut przeanalizować i przemyśleć swoje postępowanie.

Czy sądzisz, że gdyby nad tym nie myślała, gdyby nie próbowała wszystkiego, co była w stanie wypróbować, to napisałaby na forum, że jest jej z tym źle?

Ktoś tu chyba powinien sporo przemyśleć, ale to nie elwira tym razem.

ankate20-06-2010 10:44:46   [#34]

Myślę, że jednak Elwira też...

Bo jeśli jest dyrektorem szkoły w której oceny się stawia po koleżańsku, to ma sporo do przemyslenia...

Jeśli jest dyrektorem i do tego  nauczycielem uczennicy, która tylko u niej ma ocenę douszczającą, a z pozostałych przedmiotów wystarczy na czerwony pasek,  to jednak znaczy,  że chyba coś nie tak z jej, jako nauczyciela,  strony ...

Jeśli nie jest dyrektorem, to myslenie może sobie odpuścić..., a dyrektor nad tym pomyśli i wyciągnie wnioski....(do dalszej pracy oczywiście)

AnJa20-06-2010 10:55:49   [#35]

a jakoś szczególnych powodów do przemyśleń nie widze- na tyle umie, więc tyle ma

w podstawówce byłem zasadniczo wzorowym uczniem (potem mi przeszło)

miałem prawie ze wszystkiego 5, ze 2-3 pewnie naciągane

i zawsze jedną 3

ten sam nauczyciel uczył mnie 3 przedmiotow 9nie wiem jak wtedy z kwalifikacjami było, ale chyba miał do nich bo nauczycielem był dobrym) - z pozostałych 2 miałem 5

nie sądze, by on jakos szczególnie przemyśliwal moją sytuację

ot- lubił mnie to i na 3 naciągnął

ankate20-06-2010 11:33:31   [#36]
Ojjj, dawno kolega opuścił mury podstawówki, dawno...nie ma teraz chemii, fizyki, geografii, więc i sytuacja inna i dzieciaki jeszcze małe...
AnJa20-06-2010 11:39:42   [#37]

no, trochę lat minęło

przy takim poziomie kształcenia kadr i formalizowania wymagań niedugo inny specjaluista będzie w NZ od liter łacińskich a inny od tych z ogonkami

ale nie zmieni się raczej to przemyśliwanie

zwłaszcza nad solidaryzmem zawodowym w kontekście, ze dziecko koleżanki z pokoju nauczycielskiego ma 5 choc powinno 3 lub 3 choć powinno 5

w zależności od tego czy koleżanka to psiapsołka (wtedy 5), wredota której lepiej z drogi schodzić (5), dyrektor (5) czy tak jedna przemadrzała (wtedy 3) albo zahukana (3)

 

ankate20-06-2010 11:53:03   [#38]

Skoro np. umie polski, matematykę i historię na 5, o michałkach w postaci muzyki, plastyki, techniki i wf, bo tam zależy wszystko od zaangazowania, a mniej od zdolności) nie wspomnę, to na ten przykład nie jest w stanie nauczyć sie przyrody? Trochę dziwne?

Chociaż...nie powiem mam artystów, w klasie III, którzy na sprawdzianie, przeprowadzonym przeze mnie, a przygotowanym przez nauczycielkę, starali mi się wmówić, że "...paani nas tego nie nauczyła... Wiadomo, pani główki nie otworzy i oleju nie naleje, ale to byli specyficzni uczniowie, którym do prymusów daleko, nawet na podstawie oceny opisowej...

ankate20-06-2010 11:54:44   [#39]
nno tak sobie myślę, może to był język obcy na dopuszczjącą, hmmm. można by się zgodzić, brak uzdolnień językowych,
Adaa20-06-2010 13:11:35   [#40]

elvira popełniła na pewno jeden błąd - szukała wsparcia na forum;-)

no to teraz ma sie pewnie jeszcze gorzej




malgala20-06-2010 14:50:50   [#41]

A ja myślę, że elvira nie tyle wsparcia szukała, co może bardziej chciała się wygadać.

Chyba przyznacie, że nie jest to komfortowa sytuacja, gdy jako jedyna osoba stawiasz uczniowi słabą ocenę, a pozostali dobre, bardzo dobre i celujące. Wszyscy inni patrzą wtedy na ciebie jak na dziwoląga. Komentują, dopytują się dlaczego, próbują przekonywać żeby może dać wyższą.

A tu zaraz uwagi, że trzeba przemyśleć, że trzeba się przyjrzeć. To co, ta dopuszczająca tak nagle się pojawiła? Dopiero na koniec dziewczynka zaczęła mieć problemy z tym przedmiotem? Nie wierzę.

A gdzie do tej pory matka-nauczycielka była? Ocen nie widziała? Nie wiedziała, że dziecko ma problemy i trzeba jakoś mu pomóc, zmobilizować? Na co liczyła? Na to, że koleżanka pięknego świadectwa słabą oceną psuć nie będzie?

Nie wiem jak wy, ale ja dość sceptycznie nastawiona jestem do tych pięknych świadectw ze średnią 5 i wyżej, bez czwórek, że o niższych ocenach już nie wspomnę. Wybitnie i wszechstronnie uzdolniony uczeń nie trafia się znów tak często. A może to tylko w naszej szkole nie mamy do nich szczęścia, bo jak się gam pamięcią mogę się ich tylko kilku doliczyć. Owszem, zdarza się bardzo wysoka średnia, ale są tam i słabsze oceny również.

JarTul20-06-2010 17:19:16   [#42]

Tak bywa... Świadectwo ukończenia LO. Średnia 5,25. Same 5 i 6... No prawie... bo z jednego przedmiotu kończącego się w ostatniej klasie - dopuszczający.
Uczeń-Absolwent mówi: wszystko OK. Próbowałem poprawiać. Nie wyszło. Po prostu nie umiem... Bez żalu i pretensji do nauczyciela.
To nie bajka. Życie. Rok 2010.
Tak bywa...


post został zmieniony: 20-06-2010 17:20:17
Gaba20-06-2010 18:05:55   [#43]
Dziś profesor. W roku 1981 z wuefu 3. Reszta to same piątki, szóstek nie było. Rodzice do szkoły nie przyszli i... nie protestowali.
ankate20-06-2010 18:11:39   [#44]

Zgadzam się, że w ponadgimnazjalnych tak bywa, bo jeśli komuś nie zależy, więc odpuszcza z braku czasu, żeby doszlifować te, które będą brane przy rekrutacji na studia i do matury, najczęściej to odpuszczanie wiąże się z absencją na przedmiotach na których delikwentowi nie zależy (przerabiałam u moich latorośli). To nawet wydaje mi się całkiem normalne (znaczy odpuszczenie, bo z absencją walczyłam jak lew).

 Jedna nasza absolwentka taka z paskiem opowiadała mi, ile nocy zarwała w LO, żeby poprawić się z PO. Wydawało mi się to całkowicie nienormalne, bo do czego komu PO, nno może, ale nie wiem.... może do paska....

Jednak podstawówka to zupełnie inna inszość.

hania120-06-2010 20:13:32   [#45]

 Marek Hłasko, Piękni dwudziestoletni

Nie jestem pewien do dzisiaj, czy między fizyką, algebrą, matematyką i chemią zachodzi jakakolwiek różnica, i nigdy się tego nie dowiem. Nie wiem, czy czterdzieści dziewięć da się w ogóle podzielić przez jakąkolwiek cyfrę; jeśli to się w ogóle jakimś cudem uda, to na pewno nie mnie. Przez szkołę powszechną przepchałem się tylko dzięki temu, że nauczycielem matematyki był ten sam nauczyciel, który uczył języka polskiego. Kiedy w czasie wojny chodziłem do szkół sióstr zakonnych w Warszawie na Tamce, panował tam zwyczaj, że najgorszemu uczniowi przyczepiano olbrzymie ośle uszy z papieru; nosiłem je przez cały czas. Po wojnie, "jak wybuchła nowa Polska", sytuacja moja polepszyła się nieco; nie potrzebowałem nosić oślich uszu - po prostu stałem sobie w kącie, odwrócony twarzą do ściany. W tych warunkach ciężko nauczyć się czegokolwiek; ale do ósmej klasy dawałem sobie jakoś radę, "jadąc" na wypracowaniach z polskiego.

UWAGA!
Nie jesteś zalogowany!
Zanim napiszesz odpowiedź w tym wątku, zaloguj się!
Dopiero wtedy będziesz mógł/mogła wysłać wprowadzony komentarz na forum.
Jeśli nie masz jeszcze założonego konta na forum, załóż je.
Logowanie i/lub zakładanie konta.

strony: [ 1 ]